Jak myśleć o życiu na skromniejszej stopie

Co bym radziła parom, które zaczynają skromniejsze, bardziej oszczędne życie? Przyznam, że nie opieram się tu na własnym doświadczeniu. Przez 40 lat mieszkałam w tym samym, wielkim domu, w którym odchowałam dzieci, pisałam książki, przesiąkniętym mnóstwem wspomnień i rodzinnych historii. Nie próbowałam skromniejszego życia, choć nieraz ciarki mnie przechodziły na myśl, jak wyglądałby moment, w którym postanawiam to zrobić. Niemniej wiem, że byłby on jak wszystkie takie momenty: pełen poczucia straty, ale i wyzwolenia.

Byłam świadkiem takich decyzji u kilkorga moich przyjaciół i rozmawiałam z wieloma osobami, dla których wejście w „trzeci wiek” oznaczało początek nowego, skromniejszego życia. Patrząc i słuchając, zebrałam na ten temat garść przemyśleń.

Powinniśmy zmienić język, jakiego przy takich okazjach używamy.

Pojęcie „życie na skromniejszej stopie” budzi skojarzenia z czymś malejącym i ze słabnięciem. Wyobrażamy sobie życie schodzące, zstępujące ku swojemu końcowi. Gdybyśmy jednak zmienili punkt widzenia, zamiast upadku i straty dostrzeglibyśmy pozytywne możliwości, jakie to stwarza.

Zamiast o obniżeniu poziomu i ograniczeniach, lepiej mówić o „sprzątaniu” i „komponowaniu”. Odkopując kolejne warstwy swojego minionego życia, odrzucamy emocjonalny, fizyczny i duchowy bagaż, który mógł nam już zbyt długo ciążyć. W ten sposób, tworzymy dla siebie czystą przestrzeń.

Moja siostra, która zaczynała skromniejsze życie już nie raz, przypomina mi o łacińskim odpowiedniku słowa bagaż - „impedimenta”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to rzeczy, które stoją nam na drodze. Musimy się z nimi pożegnać, pozbyć się starych tobołów, by oświetlić sobie drogę ku nowemu.

Jednak wychodzenie i odkopywanie nie może polegać jedynie na usuwaniu przeszkód wywodzących się z przeszłości.

Musimy odnaleźć w sobie również twórczą siłę, która pozwala na spożytkowanie zdobytego doświadczenia i pozyskanej w pocie czoła mądrości. Ich owocem są wspomnienia chwil radości i spełnienia.

W swojej książce „Composing A Life” („Komponując życie”), Mary Catherine Bateson opisuje, jak ważne jest ustalenie ram decyzyjnych na temat tego, jak chcemy żyć: godzenie rzeczy, na które mamy wpływ, z tymi od nas niezależnymi – co samo w sobie jest aktem „komponowania”.

Jest to szczególnie istotne w chwilach, gdy życie wypada z kolein, gdy stawiamy czoła procesowi przejścia, chaosowi, brakowi ciągłości.

Bateson nie postrzega tego momentu przemiany jako końca starego uniwersum i narodzin nowego, lecz jako budowanie pomostu, który pozwala połączyć jedno i drugie: przenoszenie pewnych aspektów dawnej tożsamości do nowej rzeczywistości, kreowanie narracji podkreślającej podobieństwa między obydwoma etapami życia. Sztuka polega na tym, by wybrać te wzory, które będą trwać i rozkwitać. Czyszczenie i komponowanie jest aktem wyzwolenia. Coś wyrzucamy, lecz jednocześnie tworzymy. Witamy zmianę, a zarazem – kontynuację.

Moja 70-letnia przyjaciółka Georgia właśnie przeprowadziła się wraz mężem z sypiącego się, wiktoriańskiego domu do loftu w centrum miasta. Lubi metafory nawiązujące do teatru. Rozpakowując ze mną pudła ze starannie wyselekcjonowanymi pamiątkami, stwierdziła: „Kocham myśl o zmianie scenerii, projektowaniu nowej scenografii”.

 

Na podst. How to Think About Downsizing Your Life, Sara Lawrence-Lightfoot, The Wall Street Journal 

Sieci społecznościowe

Tagi