Jak niektórzy aktywni menedżerowie funduszy pokonują indeksy

Nie pokonasz indeksu, naśladując go. Być może właśnie z powodu naśladowania większość aktywnych menedżerów i inwestorów nie wygrywa z indeksami, które uznają za reprezentację rynku, choćby się nie wiem jak starali. Ale ostatnio menedżerowie starają się jeszcze bardziej, w wielu wypadkach na zasadzie „mniej, znaczy więcej”.

Badania coraz częściej sygnalizują pewien koncept, który może pomóc inwestorom zwiększyć szanse na wyniki, za które płacą, zwłaszcza, jeśli wolą aktywne zarządzanie.

Chodzi o „aktywny udział”, który to pomysł przetacza się od paru lat przez świat funduszy. Rzecz polega na porównywaniu tego, co jest portfelu funduszu, z najbardziej mu odpowiadającym benchmarkiem. Im bardziej fundusz odstaje od owego indeksu, tym wyższa powinna być jego „punktacja” i tym większa tendencja do wygrywania z tymi, których „punktacja” jest niższa.

Punktacja „aktywnego udziału” dla ETF-u, który wiernie naśladuje swój indeks, wynosi zero. W przypadku funduszu dużych spółek wzrostowych Touchstone (TEQAX), zarządzanego przez Louisa Navelliera, punktacja wynosi 91, w porównaniu z indeksem Russell 1000. Każdy inwestor łatwo i szybko zobaczy, co tak różni TEQAX od jego benchmarku. Otóż ten pierwszy trzyma akcje mniej niż 40 spółek, a w Russell 1000 jest ok. 625 spółek wzrostowych.

W ciągu ostatnich siedmiu lat TEQAX pokonywał benchmark, reprezentowany przez iShares Russell 1000 Growth ETF, przez trzy lata, a w pozostałych czterech go naśladował.

„Jeśli pragniesz jedynie ekspozycji na fundusze dużych spółek wzrostowych, kup lepiej ETF. Jeżeli natomiast chcesz ekspozycji na tę klasę aktywów i dodatkowej szansy na wynik lepszy od średniego, musisz kupić coś, co wygląda inaczej niż benchmark, ale funkcjonuje w tej samej przestrzeni” - mówi Steve Graziano, prezes funduszy Touchstone.

Według nowych badań NASDAQ OMX, aktywni menedżerowie starają się zwiększać punktację „aktywnego udziału” w swoich funduszach. Jak mówi David Levine z NASDAQ OMX, obroty funduszy akcyjnych spadły w ciągu ostatnich kilku lat o prawie 30%. Wydawałoby się, że ograniczając handel, zarządzający funduszami rezygnują z prób pokonania indeksów. Ale jest dokładnie na odwrót - uważa Levine.

Spadek obrotów i ograniczenie zmian składu portfeli to znak, że aktywni menedżerowie „usztywniają swoje stanowisko, robią większe zakłady, na dłuższy okres, by przekonać się, czy ich tezy były słuszne”. A to oznacza, że coraz śmielej i coraz bardziej oddalają się oni od indeksów, które są punktem odniesienia dla ich funduszy.

To może być dobre dla osób inwestujących w fundusze. Jeśli chcą aktywnego zarządzania, powinny dostać to, za co płacą. W przeciwnym razie – lepiej wybierać ETF-y, które naśladują indeksy.

Dodajmy, że inwestorzy, którzy chcą wycisnąć jak najwięcej z danego aktywnego menedżera, powinni dać mu czas, aby jego strategia zaczęła pracować. Muszą więc uzbroić się w cierpliwość i długo trzymać dany aktywny fundusz, aż w końcu wykaże się on oczekiwanymi wynikami.

„Inwestorzy powinni skoncentrować się na własnych potrzebach, na tym, jaki jest ich horyzont czasowy i tolerancja ryzyka. Dobrze, aby podzielili fundusze na aktywne, ETF-y i indeksowe, a następnie przeznaczyli odpowiednią część pieniędzy na każdy z tych trzech rodzajów” – dodaje Levine.

 

Na podst. How some active fund managers are beating the indexes, Chuck Jaffe, MarketWatch

Sieci społecznościowe

Tagi