Jak przez tendencyjne nastawienie unikałem indeksowania

Przez ostanie 5 lat przekonywałem siebie (i wielu z was), że jestem wyrafinowanym, samodzielnym inwestorem z dobrą strategią, który, na dłuższą metę, pokona rynek.

Moja dywidendowa strategia inwestycyjna faktycznie dawała dobre zwroty: ponad 16% rocznie od 2009 r. Lecz giełda też w tym czasie rwała do przodu. Potrzebna jest kolejna bessa, żeby zobaczyć, czy moje wyniki były efektem umiejętności, szczęścia, czy czegoś pomiędzy.

Jednak klientom rekomendowałem zupełnie inną strategię: leniuchowanie. Uważam bowiem, że 99% z nich lepiej wyjdzie na indeksowaniu, z pomocą 3 czy 4 tanich, szeroko zdywersyfikowanych ETF-ów. Ostatnio zacząłem się zastanawiać, dlaczego im polecam jedno, a sam trzymam się uparcie czegoś innego.


Odpowiedź tkwi w kilku błędach poznawczych i ukrytych inklinacjach, które przesłaniają mój osąd. Oto one:


Sposób postrzegania
Trudno się rozstać z wygrywającym podejściem inwestycyjnym. Sprzedaż portfela zwycięskich spółek – mego dziecka, które hołubiłem przez te 5 lat rynku byka – po prostu nie wydaje się właściwa. Ale gdybym siedział na górze gotówki, wartej 100 tys. dol., zamiast na akcjach, nie miałbym problemu, żeby już dziś uruchomić „leniwy" portfel.

Sugerowanie się ostatnimi wydarzeniami
Gdy hossa trwa i trwa, i moje inwestycje wciąż dają dobre wyniki, coraz trudniej mi przypomnieć sobie, jak to jest podczas bessy i co mógłbym zrobić, gdyby moje zwroty zaczęły być gorsze od benchmarku. W tym roku mój portfel został w tyle za benchmarkiem o ok. 1% - nie za wiele, lecz wystarczająco, bym się zatrzymał i przemyślał swoje podejście.

Tendencja, by faworyzować krajowe spółki
Gdy tworzyłem swój portfel, kupiłem 10 najbardziej dochodowych spółek z indeksu TSX giełdy w Toronto. Wprawdzie od tamtej pory udoskonalałem swój sposób selekcji akcji, ale utknąłem z kanadyjskimi płatnikami dywidend, mimo że niewiele znaczą w światowej gospodarce.

Nadmierna pewność siebie
Kiedy od 5 lat pokonujesz benchmark o 3% rocznie, trudno nie popaść w samozadowolenie. Lecz nawet najlepsi inwestorzy mają w końcu swój gorszy czas. Po co czekać na to, co nieuchronne? Indeksowanie stwarza najlepszą szansę na osiągnięcie mych celów długoterminowych.

To nie wstyd, indeksować
Norm Rothery pisze: „To żaden wstyd, przyznać, że nie jest się kolejnym Warrenem Buffettem. Przytłaczająca większość inwestorów nim nie jest. Ci, którzy sobie to uświadomią, prawdopodobnie zdecydowanie podwyższą swoje zwroty, stosując proste, tanie metody, jak inwestowanie w nisko kosztowe fundusze indeksowe".
Buffett znany jest zresztą z tego, że zachwala korzyści z taniego, szeroko zdywersyfikowanego podejścia do inwestowania. Twierdzi, że większość inwestorów znacznie lepiej wyjdzie na jakimś funduszu indeksowym, niż próbując pobić rynek za pomocą dobierania spółek czy aktywnie zarządzanych funduszy inwestycyjnych.

Przemyślenia końcowe
Im więcej czytam o inwestowaniu, piszę o nim czy uczę innych, tym bardziej jestem przekonany do pasywnego inwestowania. To nie znaczy, że przestałem wierzyć w strategię dywidendową. Jest dobra i wielu dzięki niej odniesie sukces. Jednak dla mnie nie jest idealna. Poza tym, na właściwe zarządzanie portfelem trzeba w jej przypadku poświęcić dużo czasu i energii, co, na dłuższą metę, może nie być warte tego zachodu. Podejrzewam, że przejście na indeksowanie jest u mnie tylko kwestią czasu.

 

Na podst. How Behavioural Biases Kept Me From Becoming An Indexer, Robb Engen, Boomer and Echo

 

Sieci społecznościowe

Tagi