Kompetentna obrona ekonomicznej złożoności

Globalizacja musi stać się bardziej odporna - twierdzą Ian Goldin i Mike Mariathasan, autorzy książki „Defekt motyla. Jak globalizacja tworzy ryzyko systemowe i co z tym zrobić” (The Butterfly Defect: How Globalization Creates Systemic Risks, and What to do About It).

Książki o globalizacji dzielą się na dwa rodzaje: opasłe opracowania, poświęcone ekonomicznym korzyściom z życia w świecie coraz silniejszych zależności i przesycone ideologią reportaże o ciężkim losie tych, którzy w wyniku przemian stracili pracę.

Rzecz jasna, rzeczywistość jest bardziej złożona.

Dzięki globalizacji, miliony mieszkańców krajów rozwijających się wyszły z biedy. W gospodarkach rozwiniętych sprzyjała ona innowacjom i rozwojowi nowych technologii. Jednak miało to swoją cenę. Weźmy Detroit, które stało się symbolem postindustrialnej apokalipsy, wywołanej kurczeniem się sektora przemysłowego. Albo Pekin, gdzie czyste powietrze to towar deficytowy.

Książka Goldina i Mariathasana jest wyjątkowa, ponieważ jednocześnie przedstawia argumenty na rzecz globalizacji i ostrzega przed związanym z nią „ryzykiem systemowym”. „Globalizacji warto bronić, ponieważ stanowi największe źródło rozwoju w historii świata” - piszą autorzy. „Jednak trzeba ją ostrożnie kontrolować, aby siły ryzyka systemowego, które uwolniła, nie stały się przytłaczające”.

Tytuł publikacji nawiązuje do „efektu motyla”, terminu stworzonego przez Edwarda Lorenza, amerykańskiego ojca teorii chaosu, aby pokazać potencjalny związek między drobnymi zaburzeniami, takimi, jak trzepot skrzydeł motyla w Brazylii, a zjawiskami atmosferycznymi tej rangi, co tornada w Teksasie. Z kolei Goldin i Mariathasan sięgnęli po „defekt motyla”, żeby podkreślić, że globalizacja stała się obecnie zjawiskiem tak złożonym, iż nawet stosunkowo niewielkie wydarzenia mogą się wiązać z ogromnym ryzykiem.

Na poparcie swej tezy podają takie przykłady, jak kryzys finansowy z 2008 r. czy zaburzenia w światowym łańcuchu dostaw, spowodowane w 2011 r. przez trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii oraz powódź w Tajlandii.

Wszystko to były duże, globalne zdarzenia, zapoczątkowane przez lokalne incydenty, które zyskały na sile z powodu licznych połączeń spajających współczesny świat.

Argumentacja ta wypada bardzo przekonująco, podobnie jak twierdzenie, że rządy muszą zabrać się za tworzenie „odpornej globalizacji”, mniej podatnej na wstrząsy.

Nie znaczy to jednak, że książka nie ma wad. Momentami przypomina przegląd akademickich opracowań. Czasami trudno też dopatrzyć się czegoś odkrywczego w tym, o czym czytamy, ale to można zrzucić na karb silnego zakorzenienia w historii. Globalna groźba pandemii (ryzyko połączeń) nie jest zjawiskiem zarezerwowanym dla naszych czasów. Pierwsza udokumentowana przejściowa epidemia – zaraza w Atenach – miała miejsce w 430 r. p.n.e. i była rezultatem przemieszczania się wojsk podczas wojny peloponeskiej.

Kolejna sprawa: świat (i globalizacja) przetrwał wszystkie niszczycielskie zjawiska, które opisują autorzy. Decydenci, firmy i systemy opieki zdrowotnej zawsze znajdowali jakieś rozwiązania. A zatem, może ta nasza globalizacja już jest odporna? 

Jednak zwracanie uwagi na powyższe mankamenty to takie trochę czepianie się. „Defekt motyla” to z całą pewnością ważna, skłaniająca do refleksji książka.

 

Na podst. A qualified defence of economic complexity, Shawn Donnan, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi