Kto stąd wyjedzie, robi karierę

Polska jest w światowej czołówce pod względem liczby geniuszy. Niestety wciąż nie potrafimy przekuć naszej mądrości w sukces.  „Nie chcemy, aby Pani tu przyjeżdżała" – napisał Svante Arrhenius, członek Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk, w liście do Marii Skłodowskiej-Curie na kilka dni przed uroczystą galą w Sztokholmie, podczas której miała ona odebrać drugą nagrodę Nobla. Te gorzkie słowa czytała niedługo po tym, gdy rozwścieczony tłum Francuzów obrzucił kamieniami jej podparyski dom, wykrzykując „Wynocha z powrotem do Polski!". Za sprawą romansu z Paulem Langevinem, żonatym fizykiem, ojcem czwórki dzieci, Polka stała się celem nafaszerowanych sensacyjnymi faktoidami francuskich bulwarówek. Z czcigodnej Madame Curie, oglądającej świat zza wdowiej woalki, w chwilę zrobiono niemoralną cudzoziemkę rozbijającą francuską rodzinę. Informacja o Noblu, zepchnięta na czwartą stronę nawet przez poważny dziennik „Le Temps", przeszła we Francji niemal niezauważona. I chociaż Maria czuła się zaszczuta, do Polski na stałe nigdy nie wróciła. Dziś spoczywa w paryskim Panteonie, na frontonie którego blikują słowa „Wielkim ludziom wdzięczna ojczyzna". Cóż z tego, że nazwała „polon" na cześć Polski, a wystąpienia publiczne rozpoczynała podobno od słów „Urodziłam się w Warszawie...". „Marie Curie" w zbiorowej świadomości pozostała Francuzką. Dokładnie tak, jak Francuzem pozostał Georges Charpak, Szwajcarem Tadeus Reichstein, a Amerykaninem Andrew Schally. Wszyscy ci nobliści, urodzeni jako Polacy, mogliby jedynie pomarzyć o nagrodzie, gdyby los nie przerwał ich więzi z nadwiślańską macierzą. Przez lata kiepski klimat dla nauki mogliśmy uzasadniać zaborami, wojną, antysemityzmem i komunizmem. Teraz uzasadniamy kapitalizmem i wciąż dajemy naszym geniuszom wybór – piszcie do szuflady albo uciekajcie. Zacznijmy od podstaw Na początku grudnia OECD ogłosiła wyniki globalnego badania piętnastolatków PISA (Programme for International Student Assesment) sprawdzającego wiedzę i umiejętność jej wykorzystania. Wzięło w nim udział 65 krajów lub, jak w przypadku Chin, regionów, łącznie reprezentujących ponad 80 proc. gospodarki światowej. Wyniki poprawiły Polakom humor. Zajęliśmy 14. miejsce w matematyce, 10. w czytaniu i interpretacji tekstu oraz 9. w naukach przyrodniczych, wyprzedzając wiele „starych" państw UE i USA. Z kolei w zastawieniu dr. Jonathana Wai'a z Uniwersytetu Duke'a, który oszacował liczbę geniuszy w całkowitych populacjach krajów biorących udział w poprzednim badaniu OECD, zajęliśmy 12. miejsce na świecie, wyprzedzając nawet czempionów PISA – Singapur, Hong Kong i Finlandię. Mimo to mamy od nich znacznie mniej sukcesów. Dlaczego? - Problem dotyczy całego systemu edukacji, począwszy od przedszkoli aż po studia podyplomowe. Wiąże się też z wyborami dotyczącymi sposobów finansowania badań naukowych. W kształceniu zbyt małą wagę przykłada się do rozwijania kreatywności, umiejętności pracy zespołowej i rozwiązywania problemów. Przeszkodą jest też masowość studiów bez jednoczesnego powiązania kształcenia z potrzebami regionów, a także brak w Polsce uczelni dla elit intelektualnych – mówi w rozmowie z Onetem prof. Andrzej Jajszczyk, dyrektor Narodowego Centrum Nauki. - Słabe jest też zrozumienie roli odgrywanej w rozwoju kraju przez badania naukowe. Wbrew obserwowanej ostatnio w Polsce tendencji, badania podstawowe, czyli takie, które nie kończą się konkretnym produktem, mogą pobudzić innowacyjność lepiej niż kierowanie ogromnych publicznych środków do gospodarki. Nieprzypadkowo w najbardziej innowacyjnym kraju świata, USA, publiczne pieniądze na naukę wydaje się prawie wyłącznie na badania podstawowe. Wyjątkiem są badania związane np. z wojskiem czy projektami kosmicznymi. Nawet UE, której regulacjami często się zasłaniamy, w kolejnej perspektywie finansowej dwukrotnie zwiększyła środki przeznaczone na badania podstawowe. Wychodzi się tu z założenia, że firmy, jeżeli mają dobry pomysł innowacyjny, to same go sfinansują lub znajdą pieniądze w banku czy u innych inwestorów – mówi prof. Jajszczyk i przekonuje, że pomysł kierowania wielkich sum na badania do polskich firm może mieć skutek odwrotny do zamierzonego. Kij i marchewka - Firmy nie będą szukały innowacji potrzebnych do przeżycia w konkurencyjnym środowisku, ale będą je pozorowały, aby dobrać się do publicznych pieniędzy. Dobrze natomiast wiadomo, że odkrycia w obszarze badań podstawowych stanowią najbardziej obiecujący zaczyn dla innowacyjnych rozwiązań praktycznych. Bez teorii pola elektromagnetycznego nie mielibyśmy radia i telewizji, osiągnięcia termodynamiki zaowocowały m.in. powstaniem silnika spalinowego, teoria kodów umożliwiła upowszechnienie telefonów komórkowych, badania chemików zrewolucjonizowały przemysł leków, a wynalezienie lasera pozwoliło na przewrót w chirurgii oka – wylicza szef NCN. W podobnym tonie wypowiada się Leszek Cieśla z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. - Wydatki na naukę stale rosną. Obecnie problemem nie jest ich ilość, ale to, aby były wydatkowane w sposób optymalny. Staramy się, aby do każdej złotówki wydanej z budżetu na badania i rozwój swoją złotówkę dołożył przedsiębiorca. Przy obecnym stanie rozwoju Polski dalsze inwestowanie pieniędzy z budżetu jest niepotrzebne. Głównym zadaniem powinno być teraz zmotywowanie biznesu do inwestowania w naukę – zauważa. Przekazanie marchewki naukowcom nie musi odbywać się kosztem przedsiębiorców. Wystarczy nie wyciągać kija z szafy. - Trzeba ułatwić warunki prowadzenia biznesu. To prywatne przedsiębiorstwa są siłą napędową każdej rozwiniętej gospodarki i to one przekuwają pomysły w produkty i zysk. A za największą barierę dla przedsiębiorczości uchodzi obecnie w Polsce niska jakość prawa podatkowego – uważa ekonomista Jan Gmurczyk z Instytutu Obywatelskiego. Potwierdzają to wyniki najnowszego raportu Deloitte. Większość przedsiębiorców deklaruje, że zwiększenie nacisku na ulgi podatkowe zamiast dotacji zachęciłoby ich do zwiększenia wartości inwestycji w badania i rozwój (B+R). Tymczasem wiedza o ulgach na działalność badawczo-rozwojową to wciąż problem. Podczas gdy o unijnych dotacjach B+R wie 73 proc. firm, to o możliwości zwolnienia z podatku dochodowego od osób prawnych w specjalnej strefie ekonomicznej już 59 proc., a o możliwości zwolnienia z podatku od nieruchomości zaledwie 34 proc. Ale finanse to tylko część problemu. - Mniej oczywistą barierą są czynniki kulturowo-społeczne. Niestety, trudno mówić w Polsce o wykształconej kulturze innowacyjności lub wysokim etosie przedsiębiorczości. Wielu Polakom współpraca z innymi osobami przychodzi z oporami. Tymczasem w pojedynkę można zdobyć dyplom lub wpaść na genialny pomysł, ale sięgnięcie po duży sukces rynkowy wymaga już pracy zespołowej – zauważa Jan Gmurczyk z IO. Marzenia wybrańców - Potrafiliśmy spiąć potęgę wynalazku, energię finansistów i pomoc państwa – powiedział Donald Tusk podczas uroczystości z okazji rozpoczęcia produkcji polskiego grafenu w połowie grudnia. Premier przekonywał, że jest to rodzaj pilotażu dla innych tego typu przedsięwzięć, a polska nauka ma szansę stać się narodowym dobrem, a nie tylko „marzeniem i zajęciem dla nielicznych wybrańców". Technologię produkcji grafenu, uważanego za przyszłość elektroniki, opracowali naukowcy z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych. - Polska nauka obecnie kwitnie, mamy tego dowody. Młode pokolenie naukowców bez kompleksów rywalizuje ze swoimi rówieśnikami za granicą. Systemy wsparcia dla nich już istnieją. Zbudowane są głównie na środkach z UE. Naukowcy chętnie z nich korzystają. Efekty zobaczymy najprawdopodobniej już za kilka lat – twierdzi Leszek Cieśla z NCBR. Czy rzeczywiście są szanse, aby słowa Kisiela o Polsce, „kto stąd wyjedzie, robi światową karierę", wreszcie się zdezaktualizowały? Według dr. Wai'a niemal 560 tys. Polaków to geniusze. Wielu z nich już uciekło. A wraz z każdym kolejnym utalentowanym emigrantem dajemy wymówkę tym Francuzom, którzy po raz pierwszy przylatując do Warszawy, wyrażają swoje tragikomiczne zaskoczenie, że największe polskie lotnisko nosi imię francuskiego kompozytora.

 

Źródło: Paweł Strawiński, Onet

Sieci społecznościowe

Tagi