Nie bądź wolnym słuchaczem życia. Uczestnicz w nim aktywnie i wykorzystuj w pełni każdy moment!

Leslie Hudak miała własną teorię na temat nastolatków. Uważała, że każdy przychodzi na świat z pewną liczbą żetonów. Dorastając, niektóre dzieci tracą żetony przez obelgi, krytykę i złe metody wychowawcze. Jako nastolatki, muszą oszczędzać te, które im zostały, więc nie mogą ryzykować porażki ani obdarzyć nikogo zaufaniem.

Leslie była nauczycielką angielskiego w szkole średniej i za cel postawiła sobie dać dzieciom więcej żetonów. Kupiła puszkę złotej farby w sprayu i zrobiła żetony na własnym podjeździe. Rozdawała te złote monety młodzieży ze szkoły średniej Kent Roosevelt, w której uczyła się moja córka.

Leslie skupiała się na dzieciach z problemami, a więc na tych, które najbardziej potrzebowały motywacji. Im większy był ich zapas żetonów, tym większe mogły podjąć ryzyko. Zgłosić się na przesłuchanie do sztuki teatralnej. Zapisać się do drużyny sportowej. Zaprosić kogoś na bal. Marzyć o czymś wspaniałym.

Najbardziej ryzykowała sama Leslie. Mogła po prostu wykonywać swoją pracę nauczycielki i co wieczór wracać do domu w poczuciu spełnionego obowiązku. Zamiast tego żyrowała uczniom pożyczki na samochód. Kupowała im lunch. Pomagała płacić czynsz. Oddała swój stary samochód uczniowi, który go potrzebował, żeby dojeżdżać do pracy. Kiedy jeden z chłopców chciał zgłosić się do drużyny skoczków o tyczce, Leslie obejrzała filmy o tej dyscyplinie i została jego trenerką.

Potrafiła wpaść do ucznia z bukietem kwiatów, żeby mu podziękować, zapraszała do siebie mnóstwo osób na spaghetti, przynosiła koszyczki wielkanocne i worki prezentów gwiazdkowych dzieciom, które nie miały nic.

Udekorowała toaletę dziewcząt, żeby przestały palić w szkole. Przez cały weekend przyklejała kwiecistą tapetę, malowała ściany i rozkładała koszyczki z darmowymi lakierami do włosów, tamponami, kremami do rąk i cukierkami. Podziałało. Dziewczynom spodobały się zmiany, które wprowadziła, i zaczęły pilnować porządku w łazience. Już nikt nie ośmielił się tam zapalić.

Kiedy poznawała historię życia niektórych nastolatek, zapełniała ich lodówki jedzeniem, uczyła dziewczęta robić pranie i trzymała za rękę uczennice, kiedy rodziły dzieci, nie mając ani partnera, ani rodziców do pomocy.

W dniu ślubu to właśnie Leslie była przy nich, pomagając włożyć suknię dziewczynom, których mamy nie zdążyły z nimi świętować. Wierzyła w ich marzenia. Jedna z dziewcząt chciała zostać piosenkarką, więc Leslie dała jej trochę pieniędzy na nagranie płyty.

Ta uczennica zaśpiewała Amazing Grace na jej pogrzebie. Leslie zginęła w wypadku samochodowym, wracając pewnego zimowego dnia ze szkoły. Miała pięćdziesiąt osiem lat.

Na pogrzeb przyszły tysiące osób. W nekrologu wśród najbliższej rodziny wymieniono ucznia, którego Leslie adoptowała dziesięć lat wcześniej, chłopca, który wychowywał się w domach zastępczych, a kiedy skończył osiemnaście lat, nie miał dokąd pójść.

Na pogrzebie każdy miał do opowiedzenia jakąś historię o Leslie. Żałobnicy wspominali, że rzucała landrynki budowlańcom, zagadywała znudzonych kasjerów w bramkach autostrad i obdarowywała zmęczone kelnerki medalikami z wizerunkiem anioła.

Raz zdenerwowała się, że uczniowie z opóźnieniem składają prace semestralne, więc włożyła różową suknię, diadem i wystąpiła przed klasą jako księżniczka Leniucholandii. Kiedy indziej dowiedziała się, że grupa chłopców wybiera się na polowanie, dlatego zaprosiła całą dwudziestkę do domu, nakarmiła ich i kazała obejrzeć film Bambi.

Leslie uczyła wszystkich w swoim otoczeniu, żeby nie traktowali życia jak fakultet. Na nieobowiązkowych zajęciach uczniom nie zależy na zaliczeniu, więc rzadko się na nich pojawiają i nie dają z siebie wszystkiego. Leslie pokazała, jak nadać swojemu życiu sens i żyć tak, jakby każda chwila miała znaczenie, a każde spotkanie było istotne.

Mogła dać się zaszufladkować jako nauczycielka i zadowolić się pracą w szkole. Ale wtedy zdradziłaby samą siebie i wszystkie te dzieci. Przed takim wyborem stoi każdy z nas.

Możemy pozwolić, by nas zaszufladkowano na podstawie naszej pracy, dochodu, wykształcenia czy ilorazu inteligencji. Albo poszerzyć tę szufladkę lub całkiem się z niej uwolnić.

Leslie się to udało i zaszła wyżej i dalej niż większość z nas. Oddała innym swoje życie. Przez wiele lat ślęczała do drugiej nad ranem, oceniając prace uczniów. Jej córka, Megan, powiedziała mi:

– Wydaje mi się, że mama ostatni raz oglądała telewizję jakieś dziesięć lat temu. Każdemu oddawała część siebie, ale nigdy nas nie zaniedbała.

Jej uczniowie, w tym również moja córka, chwalili ją jako przyjaciółkę, nauczycielkę, matkę z największym sercem na świecie. Kiedy ostatni raz widziałam się z Leslie, powiedziała mi:

– Zawsze mnie smuci, kiedy ludzie spodziewają się po innych tego, co najgorsze, zamiast tego, co najlepsze. Czasem nie doceniamy młodzieży.

Każdego dnia stawiała na młodych ludzi i wygrywała. A oni razem z nią.

 

Źródło: Brett Regina, God Never Blinks. 50 Lessons for Life’s Little Detours,Wydawnictwo Insignis

Sieci społecznościowe

Tagi