Nierealistyczne, zielone oczekiwania

Ameryce brakuje strategicznej wizji, w jaki sposób przyspieszyć przestawianie gospodarki na efektywniejsze kosztowo i nisko węglowe źródła energii. Wzrost wydobycia ropy i gazu na terenie USA zapewnia potrzebny, ekonomiczny napęd, a więc trzeba to uwzględnić jako część równania w długoterminowej strategii przejścia. Tu nie chodzi tylko o zmiany klimatyczne. Bardziej efektywne źródła energii są kluczem do przyszłej globalnej konkurencyjności.

Ponieważ nasze zasoby węgla się kurczą, Ameryka już przechodzi na energię z innych źródeł. Najważniejszy stał się emitujący mniej CO2 gaz ziemny, który zastępuje węgiel niemal megawat po megawacie. Ci, którzy nawołują do całkowitego odrzucenia paliw kopalnych, nie rozumieją, że rezygnacja z gazu tylko by spowolniła proekologiczne zmiany i wyrządziła ogromne szkody w gospodarce, wskutek niedoborów elektryczności i jej wyższego kosztu. Energia wiatrowa i słoneczna nie wystarczą, by zaspokoić energetyczne potrzeby USA. Dzięki zaś połączeniu zielonej energii i gazu emisja gazów cieplarnianych, towarzysząca produkcji prądu, już spadła.

Władze planują też przedłużenie licencji dla większości elektrowni jądrowych na następne 20 lat. Odpowiadają one za 20% możliwości energetycznych kraju. Gdyby je teraz zamknięto, zastąpić by je mogły tylko ponownie uruchomione elektrownie węglowe.

Wszystko to kupuje czas, w którym USA mogą zaplanować strategię rozwoju gospodarczego, uwzględniającego redukcję emisji gazów cieplarnianych. Filary tej strategii to 1) wieloletnie inwestycje w badania podstawowe i rozwój wielu nowych technologii energetycznych i 2) stopniowy wzrost opodatkowania emisji CO2.

Musimy zróżnicować ścieżki badań i rozwoju w dziedzinie technologii, nie wiemy bowiem, jakie rozwiązania zwyciężą w przyszłości. Być może będzie to nowa generacja tańszych i bardziej ekologicznych elektrowni jądrowych.

W ramach wieloletniej rewitalizacji państwowych programów badań i rozwoju należy zaprząc do pracy najlepsze uniwersytety Ameryki i krajowe laboratoria, które dziś borykają się z cięciami publicznych nakładów na badania podstawowe. Przedmiotem zainteresowania takich programów powinna być podstawowa nauka, a nie komercjalizacja.

Podatek węglowy nałożony na producentów energii i jej użytkowników sprawiłby, że rynki energetyczne przestawiałyby się na źródła nisko węglowe lub nieemitujące CO2. Podatek nałożony na gospodarstwa domowe i firmy, powiązany z wysoko węglowymi źródłami energii, z których korzystają, skłoniłby je do wywierania presji na cały system energetyczny, pobudzając inwestycje w takie rozwiązania, jak kogeneracja, odzyskiwanie ciepła czy ulepszanie systemów przesyłu i dystrybucji.

Podatek węglowy zapoczątkowałby również wyścig w przemyśle produkcyjnym, przyspieszając rozwój bardziej efektywnych silników, pomp, centrów danych czy innych zużywających prąd technologii.

Żadne bardziej skomplikowane rozwiązania, fascynujące akademików i speców od podatków, jak np. pułapy i handel zezwoleniami na emisję, nie będą miały równie silnego, trwałego i pozytywnego wpływu na energetykę przyszłości.

Aby zaangażować społeczeństwo w ten dwutorowy plan (badania i rozwój oraz podatek węglowy) i sprawić, by nie ucierpiał na tym budżet państwa, można by wyemitować 30-letnie obligacje „badania i rozwój w energetyce”, które finansowałyby programy rozwoju technologii. Roczną amortyzację tych obligacji wsparłyby dochody z podatku węglowego, płaconego przez konsumentów energii.

 

Na podst. Unrealistic Green Expectations, Jeffrey Leonard, The Wall Street Journal

Zdjęcie: Reuters

Sieci społecznościowe

Tagi