Obfitość nie oznacza zdrowia

Stosunkowo nowa koncepcja, że ok. 1/3 populacji świata źle się odżywia, łączy problem głodu i chorób związanych z dietą, takich jak cukrzyca. Obu tym zjawiskom można zapobiec.

Jedno i drugie wynika z braku dostępu do jedzenia wysokiej jakości, co z kolei może być rezultatem braku pieniędzy. Ci, którzy je mają, nie głodują, a epidemia cukrzycy związanej z otyłością dotyka przede wszystkim tych, którzy znajdują się na dole drabiny dochodów. Bogaczy stać na zdrowe jedzenie, za to biedacy albo nie jedzą wystarczająco dużo, albo spożywają tzw. puste kalorie.

„Wystarczająco dobre do jedzenia” to nazwa indeksu, jaki ostatnio stworzył Oxfam. Jest on próbą określenia warunków żywieniowych w 125 krajach. Pod uwagę wzięto skalę takich zjawisk, jak niedożywienie i niedowaga u dzieci; porównano koszty jedzenia względem kosztów innych dóbr i usług; zbadano różnorodność diet i sprawdzono ich związek z poziomem otyłości i częstotliwością występowania cukrzycy.

USA wyróżniają tu się na tle innych, ale niekoniecznie pozytywnie. Jeśli chodzi o relatywne koszty odżywiania się, zajęły pierwsze miejsce. Jednak, pod względem zdrowego odżywiania, uplasowały się niemal na szarym końcu, na 120 pozycji.

Trudno sobie wyobrazić, jak można robić tak zły użytek z takiej obfitości pożywienia. A oto przyczyny tego stanu rzeczy:

1. Większość tego, co mogłoby stać się pożywieniem, jest przetwarzane w „substancje jedzeniopodobne” albo inaczej - w śmieciowe jedzenie.

2. Mimo iż udaje nam się ochronić najbardziej potrzebującą część społeczeństwa przed głodem, nie docieramy do wszystkich, którym przydałaby się pomoc. Np. tylko połowa mieszkańców Kalifornii, którym przysługują bony żywnościowe, rzeczywiście je otrzymuje. Ponadto, bony te często są wykorzystywane do pozyskania śmieciowego jedzenia, więc powodują tyle problemów, ile rozwiązują.

3. Budżet przeznaczony na edukację na temat odżywiania do pięt nie dorasta budżetowi marketingowemu producentów śmieciowego jedzenia. Co więcej, programy edukacyjne są albo mało przekonujące, albo mało atrakcyjne w porównaniu z reklamami szkodliwej żywności.

Istnieje też wiele kwestii związanych ze sprawiedliwością ekonomiczną i edukacją. Dlatego nie da się mówić o żywności i odżywianiu bez poruszania kwestii struktury społeczeństwa.

Problem częściowo wynika z przeoczenia. Mimo iż pierwsza dama poświęca sporo uwagi tym sprawom, nie posiadamy żadnego oficjalnego urzędu, który miałby za zadanie pilnować, by inwestycje w żywność i rolnictwo służyły zapewnieniu większego dostępu do zdrowych i pożywnych produktów.

Na dłuższą metę, potrzebujemy ogólnokrajowej polityki zdrowotnej i żywieniowej, która, w pierwszej kolejności, wytyczyłaby `cele dotyczące zdrowego odżywiania, a dopiero później skupiła się na tym, jakie sposoby wytwarzania potrzebnej żywności są najlepsze. Nie ma sensu mówić ludziom, żeby jedli warzywa, a potem produkować byle co. 

 

Na podst. Abundance Doesn’t Mean Health, Mark Bittman, The New York Times

Sieci społecznościowe

Tagi