Obsesja niepowodzenia.

Kiedyś zgłosił się do mnie po poradę pewien młody, krępy mężczyzna. Był przygnębiony, bowiem już po raz drugi oblał egzamin na adwokata. Był bez pieniędzy i mówił, że nie ma nic, dla czego warto by było żyć. – Nic? – spytałem – Nic. To upokarzające. Mówią, że jeśli się dwa razy obleje egzamin, to już nigdy nie zostanie się adwokatem. Naprawdę nie mam już po co żyć. Wyjąłem żółty notes i powiedziałem: – Chciałbym zadać ci kilka pytań na temat rzeczy, dla których jednak warto żyć. Czy jesteś żonaty? – Tak, ale to jeszcze pogarsza sytuację. Ona jest taka wspaniała, mimo wszystko, naprawdę nie rozumiem, dlaczego jeszcze jest ze mną. Przecież nic mi się nie udaje. – Ale czy ona cię kocha? – Nie wiem, jak to możliwe, ale tak, kocha mnie. Zapisałem to w notesie i pytałem dalej: – A rodzice? Żyją? – Moja mama żyje. Jest cudowna. Owdowiała, gdy miałem dziesięć lat i naprawdę nie mogę sobie wyobrazić lepszej matki. To jest kolejny powód, dla którego tak mi wstyd. Była taka dumna, że zostanę adwokatem. Lepiej by dla nich było, żebym umarł. – A co ze zdrowiem? Czy masz z nim jakieś problemy? – Nie. Mam silny organizm. W dniu egzaminów napięcie było tak straszne, że dwóch studentów wymiotowało na schodach budynku, ale mnie nic nie było. Zawsze byłem twardy. W szkole grałem w piłkę nożną. – Może wszedłeś kiedyś w kolizję z prawem? Zrobiłeś coś, za co mógłbyś zostać zaaresztowany? – Nie – zaśmiał się po raz pierwszy. – Jestem taki porządny. Nigdy nawet nie paliłem marihuany. Nie, żeby ta uczciwość coś mi dała, ale przynajmniej nie muszę się bać na widok policjanta. – Czy wierzysz w Boga? – Nie jestem specjalnie za Kościołem, ale mocno wierzę w Boga. Nie mógłbym skończyć tej szkoły prawniczej, gdybym się do Niego nie modlił. – Czy myślisz, że Bóg cię kocha? – spytałem. – Oczywiście, Bóg mnie kocha, nawet jeśli tak nawaliłem. –Wydajesz się być bardzo ambitnym facetem. Masz jakieś marzenia? – Pewnie. Zawsze byłem marzycielem. To mi pomogło odnieść sukces w piłce nożnej, mimo że byłem najmniejszy z całej drużyny. Mam dużo zapału i gdybym tylko mógł zdać ten egzamin...moja żona i ja mamy tyle planów. Utkwił oczy w dywanie i powiedział: – Było tyle rzeczy, którymi mieliśmy się cieszyć. Wyrwałem kartkę i podałem mu. –Wygląda na to, że jak się zatrzymasz i zrobisz remanent, znajdzie się jeszcze sporo rzeczy, dla których warto żyć – powiedziałem.

Na kartce napisałem:

l. Żona go kocha i wcale nie uważa go za przegranego.

2.Matka wierzy w niego bez względu na wszystko.

3.Doskonałe zdrowie. Istotnie, jest nawet sportowcem.

4.Wierzy, że Bóg go kocha, wierzy w moc modlitwy.

5.Ma ambicję – jego zapał pomógł mu przezwyciężać trudności w sporcie.

Przez chwilę wpatrywał się w listę, potem podniósł głowę i powiedział: – To zadziwiające. Byłem tak głęboko pogrążony w mojej porażce, że nie potrafiłem dostrzec żadnej nadziei. Spotkałem się z nim jeszcze zaledwie kilka razy, potem poszedł swoją drogą. Żałuję, że nie mogę napisać, że zdał egzamin adwokacki za następnym podejściem, ale tak się niestety nie stało. Oblał również przy czwartej próbie, ale nie poddał się i w końcu, za piątym razem, zdał. Miało to miejsce kilka lat temu i niezbyt często dostaję od niego jakieś wiadomości, ale wiem, że mimo tego trudnego startu jest już wziętym prawnikiem i businessmanem.

Sieci społecznościowe

Tagi