Serce i rozum

 

"Żegnaj – rzekł lis. – oto mój sekret.

Jest niezwykle prosty: dobrze widzi się tylko sercem.

To, co najistotniejsze, jest dla oczu niewidoczne."

Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książe

 

Herbert von Karajan powiedział kiedyś, że żyje tylko dla muzyki. Prawdopodobnie sam nie był świadom tego, w jakim stopniu to stwierdzenie było prawdziwe. Zmarł tego samego roku, w którym przeszedł na emeryturę, po trzydziestu latach kierowania orkiestrą Filharmonii Berlińskiej. Najbardziej jednak zdumiewające jest to, że dwaj psycholodzy austriaccy umieli to przewidzieć. Dwanaście lat wcześniej przeprowadzili badania nad sposobem, w jaki reaguje serce wielkiego mistrza na jego różnorakie aktywności. Największe zmienności rytmu serca odnotowali w czasie, gdy dyrygował fragmentem uwertury Leonora III Beethovena, charakteryzującym się szczególnie dużym ładunkiem emocjonalnym. Właściwie nawet wystarczyło, żeby usłyszał na nowo ten konkretny fragment, a już dawało się zaobserwować identyczne przyspieszenie rytmu serca.

W utworze tym było wiele fragmentów znacznie trudniejszych dla dyrygenta. U Karajana powodowały one jedynie nieznaczne przyspieszenie bicia serca. Jeśli chodzi o inne sfery działalności, Karajan nie wykazywał takiej wrażliwości. Nawet w sytuacji, kiedy musiał dokonać awaryjnego lądowania swoim prywatnym samolotem, a potem ponownego startu, jego serce zareagowało w nikłym stopniu. Serce Karajana oddane było wyłącznie muzyce. A kiedy jej zabrakło, odmówiło posłuszeństwa.

Któż nie słyszał historii o sąsiedzie w podeszłym wieku, który umiera kilka miesięcy po swojej małżonce? Albo o ciotecznej babce, która kończy życie po stracie syna? Można tu mówić o „złamanym sercu”. Przez bardzo długi czas nauki medyczne traktowały z lekceważeniem ten typ zdarzeń, kładąc je na karb przypadku. Dopiero dwadzieścia lat temu kilka zespołów kardiologów i psychiatrów zajęło się badaniem tych „anegdotek”. Odkryli oni, że dla serca stres jest czynnikiem ryzyka znacznie poważniejszym od palenia papierosów. Stwierdzili również, że depresja następująca po zawale serca z większą precyzją niż badanie kardiologiczne zapowiada zgon pacjenta w ciągu sześciu najbliższych miesięcy. Kiedy w mózgu emocjonalnym dochodzi do zaburzeń, serce cierpi, a w końcu się wyczerpuje. Najbardziej jednak zadziwiającym odkryciem jest fakt, że ta relacja jest dwustronna. Równowaga panująca w sercu bezustannie dobroczynnie zasila mózg. Niektórzy kardiolodzy i neurolodzy posuwają się nawet do twierdzenia o istnieniu nierozłącznego „układu sercowo-mózgowego”.

Gdyby istniał lek pozwalający uzyskać stan harmonii w tej ścisłej relacji miedzy sercem a mózgiem, byłoby jednocześnie lekiem o dobroczynnym działaniu na cały organizm. Opóźniłby proces starzenia, ograniczyłby stres i zmęczenie, stłumiłby lęk i zapobiegał depresji; nocą pomagałby nam lepiej spać, a w dzień funkcjonować w sposób najefektywniej wykorzystujący nasze możliwości koncentracji i precyzji. W szczególności, utrzymujący w równowadze zależność między mózgiem a ciałem, ułatwiłby uzyskanie tego stanu „przepływu”, jednoznacznego z dobrym samopoczuciem. Stanowiłby uniwersalne remedium na nadciśnienie, stany lękowe i depresję. Gdyby istniał, żaden lekarz nie zawahałby się przepisać go swym pacjentom.

Niestety, ten cudowny lek na razie nie istniej.

 

 

źródło: dr D. Servan - Schreiber, Zdrowiej! pokonaj lęk, stres i depresję,Wydawnictwo Albatros A.Kuryłowicz S.C., Warszawa

 

Sieci społecznościowe

Tagi