Śniąc zielone sny

Żeby zaspokoić zapotrzebowanie świata na prąd, korzystając tylko z energii wiatrowej, trzeba by co roku stawiać nowe turbiny na obszarze 108 tys. mil kw. – to, mniej więcej, powierzchnia Włoch.

W czerwcowym wydaniu Rolling Stone Bill McKibben oświadcza, że pragnie „przestawić świat na zupełnie nowy kurs”. 

McKibben jest jednym z najbardziej znanych ekologów na świecie. Napisał lub wydał 15 książek, a 18 uczelni przyznało mu honorowe tytuły. Jest też założycielem strony 350.org, która wzywa do obniżenia stężenia CO2 w atmosferze do 350 cząsteczek na milion, z obecnych 400. By to osiągnąć, musimy, jego zdaniem, 20-krotnie zmniejszyć zużycie paliw kopalnych.

Jaki byłby tego efekt?

Globalne zużycie węglowodorów to energetyczna równowartość ok. 218 mln baryłek ropy dziennie. Zmniejszenie tego 20 razy oznaczałoby zejście do zaledwie 11 mln baryłek. To mniej więcej tyle, ile obecnie zużywają Indie, gdzie 400 mln ludzi nie ma dostępu do elektryczności.

W 2012 r. przeciętny mieszkaniec Ziemi zużywał dziennie równowartość ok. 4,9 l ropy. Gdyby wprowadzić w życie plan McKibbena, każdemu z nas przysługiwałoby jakieś 227 ml. Dziś mieszkańcy Bangladeszu zużywają na głowę średnio pół litra dziennie.

Jak wielu lewicowych ekologów, McKibben uważa, że w obliczu zmian klimatycznych powinniśmy zacząć korzystać tylko z odnawialnych źródeł energii. Co by to w praktyce oznaczało? Dla uproszczenia, pomińmy paliwa i skupmy się wyłącznie na elektryczności.

W ostatnich 30 latach światowe zapotrzebowanie na energię rosło o ok. 450 terawatogodzin rocznie. To tempo prawdopodobnie utrzyma się jeszcze przez dwie dekady. Co by było, gdybyśmy chcieli zaspokoić ten popyt wyłącznie energią słoneczną? Przyjrzymy się Niemcom, które mają największy solarny potencjał energetyczny ze wszystkich państw: ok. 33 tys. MW. By zaspokoić wzrost zapotrzebowania, świat musiałby instalować co roku 16 razy więcej ogniw niż cała ta solarna baza.

A wiatr? Żeby jedynie dotrzymać tempa wzrostowi popytu, trzeba by co roku stawiać turbiny o łącznej mocy ok. 280 tys. MW. Według naukowców, maksymalna wydajność turbin wiatrowych na 1 m kw. to 1 W. Czyli co roku świat musiałby pokrywać elektrowniami wiatrowymi 108 tys. mil kw. - teren równy powierzchni Włoch (dla porównania, 1 elektrownia jądrowa ma wydajność 50 W na 1 m kw.).

Napisałem e-maila do McKibbena, prosząc go o jego własne wyliczenia. Odpowiedź nie zawierała żadnej matematyki, za to odesłał mnie do tegorocznego raportu Marka Jakobsona z Uniwersytetu Stanforda, który twierdzi, że źródła odnawialne zaspokoją amerykańskie zapotrzebowanie na energię do 2050 r.

Z kolei ów raport odwołuje się do innego tekstu Jakobsona, z 2010 r., opartego na założeniu, że w przyszłości zostanie wynaleziony superefektywny system magazynowania energii z wiatru i słońca.

W swoim e-mailu poruszyłem również kwestię zapotrzebowania na ropę naftową w transporcie. McKibben odpowiedział: „Robimy wielkie postępy w pojazdach elektrycznych”. Jego zdaniem, energia z paneli słonecznych na dachu jego domu może przez „większość dni” zasilać Forda C-Max.

Oto moja propozycja: niech zwolennicy 20-krotnego zmniejszenia zużycia paliw kopalnych przyjadą na marsz w Nowym Jorku samochodami na energię słoneczną. Jeśli się nie uda, niech idą.

Będzie to dobry test. Po wprowadzeniu planu McKibbena w życie wszyscy będziemy musieli dużo chodzić. 

 

Na podst. Dreaming the Impossible Green Dream, Robert Bryce, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi