Szczęśliwi w nauczaniu Pana Jezusa o. Włodzimierz Zatorski OSB

Pan Jezus w Ewangelii mówił potem o takich ludziach w błogosławieństwach, czyli w pouczeniu wskazującym ludzi szczęśliwych. Mówił:

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami (Mt 5,10–12).

Do tej kategorii należy zaliczyć proroka Jeremiasza. O szczęściu tych ludzi rozstrzyga ich bliska więź z Bogiem. Pan Jezus mówił, że są oni szczęśliwi, choć ich nagroda wielka jest w niebie. Teraz w ziemskim życiu mogą doznawać tego, co nazywamy nieszczęściem, jednak mimo tego są już szczęśliwi, a nie będą dopiero szczęśliwi. O szczęściu według Pana Jezusa rozstrzyga wpierw to, co się wydarzy ostatecznie, a nie obecne doznania i doświadczenia. Te są przemijające i po pewnym czasie o nich nie pamiętamy, natomiast życie „w niebie” będzie nieprzemijające i dlatego ono ostatecznie rozstrzyga o szczęściu lub jego braku w naszym życiu.

Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16,26)

Czy to jest jedynie mglista obietnica dotycząca przyszłości, czy posiada ona jednak swój konkretny wymiar w obecnym życiu. Wydaje się, że wielu ludzi nie wierzy w takie szczęście, bo nie doświadcza go obecnie. Uczciwe życie, wierność przykazaniom Bożym w interpretacji Pana Jezusa nie dają im poczucia szczęścia. To jest dla wielu powodem, dla którego lekceważą te przykazania i sami starają się według własnego uznania układać życie. Zazwyczaj, a właściwie zawsze kończy się to klęską. Często bywa to po dłuższym okresie prób i błędów. Niestety po latach trudno się takim ludziom przyznać do klęski i z uporem starają się trzymać fason, udowadniając innym, że się im udało, że są szczęśliwi. Często sami siebie oszukują aż do końca. Przypomina to niektórych emigrantów, którzy wyjechali za szczęściem np. do Ameryki. Dzisiaj bywa, że są bez pracy, bez jakiegoś zabezpieczenia finansowego, wykorzenieni, pozbawieni autentycznych kontaktów ludzkich, a czasem nawet głodują. Jednak nie stać ich na powrót, bo byłoby im wstyd przed sąsiadami i rodziną. Tak bywa także w wymiarze duchowym, gdy odrzucamy Boga i Jego wskazania. Negatywne doświadczenie przy próbie realizacji własnych pomysłów na odnajdywanie szczęścia najlepiej ukazuje, że nie da się go osiągnąć, ignorując żywą więź z Bogiem.

Jednak stwierdzenie: Błogosławieni jesteście…, wskazuje na to, że mimo utrapień i prześladowań istnieje możliwość doświadczenia szczęścia. Aby się to jednak zrealizowało, trzeba spojrzeć na swoje życie i na to, co się dzieje na świecie inaczej, z perspektywy ostatecznego sensu. Ta perspektywa pozwala zobaczyć także prawdziwy sens tego, co się dzieje obecnie. Zazwyczaj jesteśmy nieszczęśliwi przez to, że nie dzieje się tak, jak byśmy tego chcieli, albo że inni mają się lepiej. Pojawia się wówczas żal i pretensja. Inaczej jest wówczas, gdy człowiek akceptuje życie takim, jakim jest, choćby nawet było ono bardzo trudne. W sytuacji cierpienia pomaga je akceptować ostateczna perspektywa odsłaniająca sens całego wysiłku znoszenia trudów. Szczęście właściwie wyraża akceptację swojego życia i pełnego uczestnictwa w nim. Przez to zaczynamy prawdziwie żyć własnym życiem, a nie uciekamy od niego w świat wyobrażeń i marzeń. Nawet najwznioślejsze ucieczki w pozorny świat marzeń dające chwilowe zadowolenie, nie mogą dać nam trwałego szczęścia. Można je osiągnąć jedynie przez autentyczne życie swoim życiem, tu i teraz ciesząc się tym, co mamy i swoim wysiłkiem budując dobro, jakie jest dla nas osiągalne. Siłę do tego uzyskujemy z ostatecznego sensu życia, który nie zamyka się w tym, co kiedyś ma nas spotkać, ale przez miłość już jest obecny w tym, co się wydarza. Prawdziwe życie realizuje się jedynie w relacji miłości wolnej od egocentryzmu.

Okazuje się, że jeżeli człowiek autentycznie idzie drogą Bożą, to nawet w największym nieszczęściu uzyskuje głęboki pokój i poczucie sensu. Nie musi się to wyrażać jakąś wielką spontaniczną radością i weselem, z którymi kojarzymy szczęście, ale w pokoju uzyskujemy jakieś ukojenie dla serca. Kiedyś ks. Kazimierz Bukowiński, który po wojnie pozostał w ZSRR i był tam duszpasterzem, opisał swoje doświadczenie. Spędził on w obozach przynajmniej kilkanaście lat, w chwilach gdy był na tak zwanej wolności, starał się służyć wiernym nie zważając na niebezpieczeństwo kolejnego aresztowania. Kiedyś jadąc na furmance z chłopem do kolejnej wioski, gdzie byli katolicy, starając się jednocześnie chować pod słomą walizkę, która była w tych okolicach czymś dziwnym i wskazywała od razu na obcego człowieka, zastanawiał się nad swoim życiem i jego sensem. Widział, jak wielu załamywało się i odchodziło od wiary. Odczuwał jakiś smutek i daremność swoich wysiłków. Jednak właśnie w tym momencie doświadczył niesamowitej radości i szczęścia z takiego właśnie życia. W jednym momencie jego smutek przemienił się w radość i ogromną wdzięczność wobec Boga, że może tak służyć. To nie było długie doznanie. Potem przyszły ponownie zwykłe trudy i niebezpieczeństwa. Jednak w jego sercu pozostało to doświadczenie i głębokie poczucie sensu. Mimo cierpień nosił w sobie głęboko ukryte szczęście.

Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym (Mt 10,29n).

Ta obietnica Chrystusa jest prawdą, ale doświadczają jej jedynie ci, którzy potrafią wytrwać w autentycznej służbie mimo negatywnych doświadczeń.

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB

Autor

 

O. Włodzimierz Zatorski OSB - mnich z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Urodzony w 1953 r. Do klasztoru wstąpił po ukończeniu fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1980 r. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., a w 1987 r. został wyświęcony na kapłana. W latach 1991–2007 dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Był przeorem i magistrem nowicjatu. Obecnie szafarz klasztorny, opiekun oblatów i rekolekcjonista.

Dotychczas opublikował: Przebaczenie (1996), Kiedy mówimy „Ojcze nasz…” (1999), Usłyszeć słowo Boże (1999), Przewodniczka wiary (2001), Psalmy – szkoła mądrości (2004), Od bogów pogańskich do Boga żywego (2004) – wywiad z prof. Anną Świderkówną, Otworzyć serce (2005),Droga człowieka (2006), Milczeć, aby usłyszeć (2007), Pokora (2008), Kto pragnie szczęścia(2008), Tyniecka droga krzyżowa (2008), Dziesięciokrąg (2009), Rozważania liturgiczne na każdy dzień. T. 1: Adwent i okres Bożego Narodzenia (2009), T. 2a: Wielki Post (2010), T. 2b: Okres wielkanocny (2011), T. 3: Okres zwykły 1–11 (2010) , T. 4: Okres zwykły 12–23 (2010), T. 5: Okres zwykły 24–34 (2010), Acedia dziś (2010), Boże miłosierdzie (2011), Ład i pokój (2011), Osiem duchów zła (2012), Po owocach poznacie (2012), Prawda w życiu człowieka (2013),  Po obu stronach rzeki (2013),  Słowo wcielone (2014), Jesteśmy ludźmi i nie wiemy, kim jesteśmy (2015).

Wszystkie artykuły autora

Sieci społecznościowe

Tagi