Zdrowie a rodzicielstwo

Zależność między zdrowiem, a rodzicielstwem ma dwa aspekty. Pierwszy, to zdrowie rodziców, drugi - zdrowie dzieci. Najpierw zajmę się rodzicami, gdyż nieczęsto poświęca się im uwagę. A potem wyjaśnię, dlaczego miłość rodziców do samych siebie i do dzieci jest najważniejszym na Ziemi czynnikiem zdrowia publicznego.

Jako ojciec pięciorga dzieci, urodzonych w ciągu siedmiu lat (w tym bliźniaków), wiem, jak wysiłek mojej żony i mój wpłynął na nasze zdrowie. Wychowując dzieci, przygotowując jedzenie, zmieniając pieluchy, bawiąc się z nimi i czuwając nad ich zdrowiem i bezpieczeństwem, spaliśmy tylko po kilka godzin. Robiliśmy to z miłości, ale zmęczenie miało wpływ na nasz system odpornościowy i poziom hormonów stresu. Ja skończyłem w szpitalu z ciężką infekcją gronkowcową, a u mojej żony rozwinęło się stwardnienie rozsiane.

To przekonało mnie, że nie można oddzielić zdrowia od własnego życia. Zacząłem pytać moich pacjentów o zmiany w ich życiu, kiedy rozwijała się u nich nowa choroba. Reagowali na to zdziwieni: „Skąd o tym wiedziałeś?”. Odpowiadałem po prostu: „Też mi się to przytrafiło”. Dzięki tym doświadczeniom, od 30 lat prowadzę grupy wsparcia, aby pomagać ludziom przetrwać życiowe trudności. Pamiętajcie, życie nie jest fair. Wszyscy bywamy zranieni, ale jeśli ktoś wie, jak sobie radzić z ranami, to zapewne przetrwa. Co cię nie zabije, to cię wzmocni i wyleczy wiele dolegliwości.

Wszyscy rodzice powinni znaleźć trochę czasu dla siebie, uciec i zregenerować siły. Co kilka miesięcy moja żona i ja znikaliśmy na parę dni. Przyjaciele, rodzina, a nawet moi pacjenci zastępowali nas i zajmowali się naszymi dziećmi. Wszyscy korzystali na tej rozłące. Dzieci znalazły nowych rodziców, którzy byli chętni i gotowi wysłuchać ich problemów i kochać je, podczas gdy moja żona i ja mieliśmy szansę zregenerować się i zająć czymś innym, niż pieluchy, grafik i posiłki.

Wiele lat temu Elisabeth Kubler-Ross i ja staliśmy się bardzo dobrymi przyjaciółmi. Podzielę się z wami jej mądrością. Chodziłem na jeden z jej warsztatów, cały przepełniony gniewem z powodu problemów rodzinnych, z którymi sobie nie radziłem i chorób, których nie mogłem się pozbyć. Poczekała, aż wyładuję swój gniew, a potem powiedziała cicho: „Ty też masz potrzeby”. Zapamiętałem te słowa na zawsze.

Jeśli ktoś z waszej rodziny prosi was o coś, czego nie chcecie zrobić, co odpowiadacie? Tylko pielęgniarka nie może odmówić. Pamiętajcie, odpowiadając „tak” na coś, czego naprawdę nie chcecie zrobić, mówicie „nie” samemu sobie, a to nie jest zachowanie gwarantujące przetrwanie.

W poniedziałek rano jest więcej ataków serca, udarów mózgu, samobójstw i chorób z powodu przepracowania u dorosłych. Wypalają się. Kiedy zapytać dzieci, który dzień tygodnia jest najgorszy dla zdrowia, mówią: sobota i niedziela. Dlaczego? Bo są wyczerpane bieganiem i robieniem wszystkiego, co kochają. Myślą wtedy, że stają się mniej odporne. Ale to nieprawda. Rób to, co kochasz, a będziesz podekscytowany, a nie wypalony. Krótka drzemka przywróci ci siły. Rób to, czego nienawidzisz, a czeka cię autodestrukcja. Dlatego miłość rodzicielska, poczucie własnej wartości i szacunek dla siebie są tak ważne dla zdrowia. One nakazują opiekować się sobą i nie ulegać innym.

Dzieci, które dorastając, uzależniają się od żywności, leków, papierosów i autodestrukcji, nie robią tego z powodu braku informacji. Brak im tylko inspiracji i poczucia własnej wartości. Badanie przeprowadzone na studentach Harwardu wykazało, że do osiągnięcia wieku średniego, na poważne choroby zapadła tylko jedna czwarta tych, którzy czuli się kochani przez swoich rodziców i grubo ponad 90 proc. tych, którzy czuli się niekochani. Zacytuję znajomą: „Słowa mojej matki raniły mnie, może nawet wywołały u mnie raka”. Matka ciągle bagatelizowała jej osiągnięcia i ubierała ją wyłącznie w ciemne kolory. Problem polega na tym, że do 6 roku życia mózg dziecka reaguje jak u osoby zahipnotyzowanej. Zanim dziecko stanie się świadome i zdolne do oceny słów rodziców, jedynie od nich zależy, by nie wysyłać negatywnych komunikatów, jak to czyni większość z nich.

Rodzice często dosłownie kradną życie dziecka, narzucając wzorce zachowań, kariery itp. Słodka bliźniaczka, która, starając się przypodobać mamie i tacie, tłumi gniew, jest znacznie bardziej narażona na raka piersi, niż jej siostra - „mały diabełek” - która robi, co chce.

Zatem rodzice, kochajcie swoje dzieci, nawet jeśli nie podoba się wam to, co robią. Nie atakujcie ich takimi słowami, jak „Z tobą jest coś nie tak”. Niech wiedzą, że nie podoba ci się ich zachowanie, ale nie przestajesz ich kochać. Przeciwieństwem miłości jest obojętność i agresja. Niekochane i odrzucone dziecko będzie odreagowywać na zewnątrz. Aby zwrócić na siebie uwagę i zemścić się, zamieni zdrową agresję na przemoc i destrukcję, a nie na sport, pracę i hobby. Dziecko może być buntownikiem w zdrowy sposób, a nie, jak łobuz i despota. Można w nim wzmocnić miłość, taką jak u Ghandiego czy Matki Teresy, a nie miłość do siły.

Gdybym miał podsumować, jak wychować zdrowe dziecko, zaproponowałbym wam coś takiego: zabierzcie szczeniaka do weterynarza i zapytajcie, jak się nim zajmować. Następnie wróćcie do domu i zróbcie to samo z dzieckiem. Weterynarz powiedziałby: „miłość, zaufanie, szacunek, konsekwencja, dyscyplina, przywiązanie i ćwiczenia”. Brzmi dobrze.

Radzę również, abyście trzymali jakiegoś zwierzaka. Kiedy masz psa lub kota, rośnie u ciebie stężenie oksytocyny i serotoniny, i utrzymujesz lepsze więzi z ludźmi. W domach ze zwierzętami jest mniej śmiertelnych chorób. Mieliśmy dom i podwórze pełne zwierząt wszelakich gatunków. Nasze dzieci nauczyły się szacunku dla życia i budowania więzi, co pomogło im czuć się potrzebnymi, sensownie się rozwijać i zachować zdrowie.

Zalecam też, aby dawać dzieciom tydzień wolnego w każdym semestrze. To nauczy je, że nie trzeba być chorym, aby uzyskać trochę wolnego, że można przyjść do rodziców i powiedzieć: „Potrzebuję dnia odpoczynku, by cieszyć się życiem”.

Nie zapominajcie też o cierpliwości. Wiele lat temu, kiedy nasze dzieci mnie wykańczały, poszedłem do uzdrowicielki z prośbą o pomoc. Powiedziała mi, że gdybym przyniósł jej sierść z klatki piersiowej niedźwiedzia, który mieszka w jaskini na wzgórzu, mogłaby zrobić eliksir na uspokojenie dzieci. Spędziłem sześć miesięcy, oswajając niedźwiedzia, przynosząc mu jedzenie, zanim w końcu zaakceptował moją obecność. Wyrwałem mu nieco sierści z klatki piersiowej. Kiedy podałem ją uzdrowicielce, wrzuciła to do ognia. Byłem więcej niż zdenerwowany, mówiąc jej, co musiałem przejść i ile czasu straciłem, aby zdobyć tę sierść. Odwróciła się do mnie i powiedziała cicho: „A teraz idź do domu i bądź tak cierpliwy wobec dzieci, jak byłeś w stosunku do niedźwiedzia”.

 

Na podst. Parenting and Health, Bernie Siegel, berniesiegelmd.com

Sieci społecznościowe

Tagi