Zmierzch i upadek aktywnych menedżerów

Aktywne zarządzanie wychodzi z mody i wielu selekcjonerów akcji będzie musiało rozejrzeć się za nową pracą.

Według Charlesa Ellisa, zwanego dziekanem branży zarządzania inwestycjami, debata na temat tego, czy lepiej zatrudnić aktywnego, czy pasywnego menedżera, dobiegła już końca, a „czas ręcznego dobierania akcji minął”. Symbolem tego stanu rzeczy jest wartość aktywów giganta indeksowania, firmy Vanguard: po raz pierwszy w historii zbliżyła się do 3 bln dol.

Jeśli Ellis ma rację, hordy menedżerów stracą pracę, a doradztwo finansowe może szybko stanieć i stać się dużo lepsze.

W niedawnym artykule, opublikowanym w Financial Analyst Journal, Ellis argumentuje, że menedżerowie funduszy (wyposażeni w skomplikowane narzędzia analityczne, prowadzący handel elektroniczny, z niemal natychmiastowym dostępem do najważniejszych wiadomości) wdali się w coś w stylu wyścigu zbrojeń, co uniemożliwia osiąganie lepszych wyników. Im szybszy i sprytniejszy staje się każdy z nich, tym bardziej efektywny i trudniejszy do pokonania robi się rynek.

W latach 80. i 90. nikt się nie przejmował opłatami, bo 2% w kosztach operacyjnych funduszu to był pikuś wobec zwrotów, które średnio sięgały 18%. Jednak od 2000 r. akcje dają średnio 4% rocznie, więc nawet 1% opłata to 1/4 tego zysku. 

Opłaty będą maleć, bo muszą, a to, zdaniem Ellisa, zapoczątkuje „falę kreatywnej destrukcji”, porównywalną do tej, która dziesiątki lat temu wstrząsnęła branżą stalową. 

„Jedna część mnie sądzi, że [Ellis] ma rację, ale inna nie chce, żeby tak było” - mówi Theodore Aronson, aktywny menedżer w firmie AJO. „Nie wydaje mi się, żeby cały świat miał się przerzucić na indeksowanie, jednak pewny nie jestem”.

Ludzie zawsze wierzyli w cuda, a inwestorzy pewnie nigdy nie przestaną wierzyć, że uda im się znaleźć kolejnego Warrena Buffetta. Co więcej, nawet w obecnych warunkach będzie się zdarzać, że ktoś pobije rynek – czasami dzięki umiejętnościom, częściej dzięki szczęściu. A zatem, aktywne zarządzanie tak ze szczętem nie zaniknie.

Jednak od 2000 r. odsetek aktywów, którymi zarządzają fundusze indeksowe, wzrósł z 9% do 28% wszystkich aktywów w funduszach. I nic dziwnego. W minionych okresach 1-, 3-, 5- i 10-letnich zaledwie 1/4 funduszy akcyjnych była w stanie pobić odpowiedni dla swojej kategorii indeks. Tymczasem, wyniki funduszy indeksowych dorównują zwrotom z tych benchmarków, a pobierane są 10-krotnie niższe opłaty.

Dla Ellisa przyszłość menedżerów portfeli jest jasna: „Wielu z nich będzie musiało znaleźć sobie inne zajęcie, bo zawód, którego się wyuczyli, powoli zanika”.

Jednym z oczywistych, w ich przypadku, kierunków, jest planowanie finansowe. Dziesiątki milionów Amerykanów potrzebują doradców finansowych, lecz tych jest tylko kilkaset tysięcy. W dodatku, wielu z nich nie jest ekspertami od inwestowania. Czy do zapełnienie tej luki znajdzie się ktoś lepszy, niż byli menedżerowie portfeli?

Dzięki temu, tłumaczy Ellis, „inwestorzy zyskają dostęp do lepszych, wartościowszych usług, oferowanych przez mądrzejszych ludzi”. 

Mówiąc krótko, selekcjonerzy dobrze zrobią, rezygnując z zarządzania inwestycjami na rzecz zarządzania inwestorami.

 

Na podst. The Decline and Fall of Fund Managers, Jason Zweig, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi