Nauczyć dzieci, jak być przedsiębiorcą

Pojawia się coraz więcej programów i szkoleń, które obiecują, że rozwiną u dzieci przedsiębiorczość.

Podczas gdy założone przez bardzo młodych ludzi startupy, takie jak WhatsApp czy Oculus VR Inc., wykupywane są za miliardy dolarów, coraz młodsze dzieci zapisuje się na zajęcia, obozy i inne programy, oferujące rozwijanie umiejętności biznesowych. Według części naukowców, „hodowanie” przedsiębiorczości u najmłodszych jest absolutnie konieczne, ponieważ dzieci mają wyobraźnię, energię i skłonne są podejmować ryzyko, a potem cechy te ulegają osłabieniu. Zwolennicy tego podejścia twierdzą ponadto, że programy rozwoju przedsiębiorczości wypełniają lukę pozostawioną przez system edukacji, niedostosowany do technocentrycznego, gwałtownie zmieniającego się rynku pracy.

„Najlepiej uczy się je, gdy mają 5 lat” – mówi Cristal Glangchai, założycielka firmy VentureLab, oferującej tygodniowe kursy dla dziewczynek w wieku 7-5 lat, obejmujące drukowanie 3D, badania rynku, modelowanie procesów biznesowych i określanie cen. W czasie takich kursów, 5-latki uczą się również identyfikować problemy, np. zagrożenie karą za zjedzenie ciastoliny, i znajdować rozwiązania, jak przeprowadzenie wywiadu wśród rodziców i uczniów, aby opracować plan marketingowy linii produktów spożywczych, przypominających masę plastyczną. Frederick Mendler, współzałożyciel firmy TrueAbility, początkowo podchodził sceptycznie do pomysłu wysłania swojej 6-letniej córki na taki kurs. Miał jednak nadzieję, że nauczy się ona niezależności, czego nie mogły jej dać „książki o księżniczkach i lalki Barbie”. Rezultat pozytywnie go zaskoczył: dziewczynka, fanka filmu Disneya „Księżniczka i żaba”, którego akcja rozgrywa się Luizjanie, zaproponowała rozkręcenie sprzedaży nowoorleańskich pączków. Zdaniem Jamesa Schragera, wykładowcy z Booth School of Business przy Uniwersytecie Chicagowskim, tego rodzaju zajęcia i obozy są współczesnym odpowiednikiem dawnych metod uczenia dzieci przedsiębiorczości, poprzez zabieranie ich do pracy.

Większość lekcji przedsiębiorczości dla najmłodszych bazuje na jednym podstawowym schemacie: uczniowie muszą rozwiązać konkretny problem i w tym celu dzielą się na grupy, które następnie przedstawiają swoje pomysły i ewentualnie je realizują. A koncepty potrafią być nieoczekiwanie dojrzałe. Na przykład, w czasie zajęć zorganizowanych przez Uniwersytet Long Island, pod nazwą „Lemonade Stand 101” („Stoisko z lemoniadą 101”), dzieci poniżej 12-go roku życia miały rozwiązać problem zróżnicowania stoisk z sokami na zatłoczonym bazarze. Niektóre z nich zaproponowały oferowanie wymyślnych, słodkich dodatków, które przypadłyby do gustu dorosłym, takich jak agawa.

Niektórzy jednak podchodzą sceptycznie do zajęć z przedsiębiorczości dla dzieci. Nancy Bentley, profesor języka angielskiego na Uniwersytecie Pensylwańskim, choć nie ma nic przeciwko zdobywaniu przez jej synów umiejętności biznesowych, ma obawy związane z kultem „bohatera” otaczającym przedsiębiorców i „niejasną ideą, że istnieje jakiś czarodziejski pył, którego posiadanie gwarantuje dostatek, rozwój i mnóstwo innych miłych rzeczy”. James Schrager zaznacza również, że w niektórych programach wychodzi się z mylnego założenia, że wszystkie dzieci chcą być przedsiębiorcami. „Nie można nauczyć „postaci”” - – zauważa.

 

Na podst. Teaching Children How to Be Entrepreneurs, Charlie Wells, The Wall Stret Journal.

Sieci społecznościowe

Tagi