Branża farmaceutyczna jest chora

Jeśli przemysł farmaceutyczny ma być w awangardzie nauki, potrzebne jest świeże podejście.

Rosnące ceny lekarstw ratujących życie po raz kolejny prowokują pytanie, jakich kwot można się za nie domagać. Krytycy mówią, ze branża farmaceutyczna spekuluje lekami i przypisuje sobie prawo do wyznaczania ceny za ludzkie życie. Jej przedstawiciele bronią się, że opracowywanie medykamentów kosztuje więcej, niż kiedykolwiek. Faktycznie, opracowując dziś nowy lek, naukowcy muszą zmagać się z przytłaczającym bezlikiem współzależnych mechanizmów komórkowych i środowiskowych, składających się na daną chorobę. Co prawda, przemysł ma tu wsparcie medycyny akademickiej, ale ta nie jest do końca wiarygodna. Wiele obiecujących odkryć, opisywanych w czasopismach naukowych, nie daje się w sposób rygorystyczny powtórzyć. Z drugiej strony, regulacje dotyczące branży farmaceutycznej są dziś surowsze, niż kiedykolwiek, co generuje dodatkowe koszty. Zaś ubezpieczyciele niechętnie płacą za coś, jeśli nie ma przekonujących dowodów na brak lepszej alternatywy.

Inwestor Bill Ackman mówi, że tradycyjny biznes farmaceutyczny „daje niskie zwroty przy wysokim ryzyku”. Mimo to, kupił, do spółki z Valeant Pharmaceuticals, firmę farmaceutyczną Allergan. Oba te przedsiębiorstwa nie są jednak tradycyjnymi producentami leków. Valeant działa bardziej jak wytwórca dóbr konsumpcyjnych, angażując się w niewielkie przedsięwzięcia i minimalizując wydatki na badania. Stroni tym samym od przełomowych na rynku, lecz ryzykownych produktów, które chce wprowadzać większość firm z branży. Zamiast tego, sprzedaje np. kremy przeciwzmarszczkowe. Allergan znany jest z kolei jako producent botoksu. Istotnym czynnikiem stojącym za decyzją o jego zakupie były też korzyści podatkowe. Wielu inwestorów popiera taką strategię i należy się spodziewać, że będą ją naśladować. Pozwala ona bowiem zarobić akcjonariuszom i zarządom, choć nie przynosi innowacji w walce z chorobami.

Przemysł biofarmaceutyczny stoi na rozdrożu. Nowe technologie są obiecujące. I choć często niesprawdzone, możliwe, że przezwyciężą choroby, z którymi dotąd nie poradziły sobie najtęższe umysły. Jednak pomysły te zaowocują terapiami tylko, gdy inwestorzy dostrzegą w nich potencjalne zyski. Alternatywą jest funkcjonowanie tak, jak Valeant – dobrze naoliwiona maszyna, zarabiająca na starych technologiach.

Jeśli przemysł farmaceutyczny ma pozostać w awangardzie nauki, musi działać oszczędniej, przy mniej rozdętej biurokracji. Będzie też potrzebował dalszych, publicznych inwestycji w naukę. W przypadku finansowania badań akademickich, powinno się nagradzać za opracowywanie solidnych rozwiązań, dających się odtworzyć, i za otwarte dzielenie się wynikami z resztą środowiska naukowego, a nie za publikowanie artykułów. Regulatorzy, skupieni na szkodach, jakie może spowodować dopuszczenie danego leku do sprzedaży, powinni też brać pod uwagę skutki niewprowadzenia potencjalnie użytecznych preparatów. Mogliby dać nowym lekom szansę, dopuszczając je na okres próbny i prowadząc rygorystyczny monitoring, aby móc cofnąć zezwolenie, gdy tylko pojawią się problemy.

Każdy się zgadza, że ceny farmaceutyków powinny spaść. Aby tak się stało, musimy rozwinąć tańsze metody opracowywania skutecznych leków. Niewygodna prawda jest taka, że firmy farmaceutyczne wciąż nawigują pośród biurokracji, biologicznej złożoności, obaw regulatorów, sceptycyzmu ubezpieczycieli oraz wrogości opinii publicznej i mediów. Jeśli mają wprowadzać na rynek innowacje w przystępnej cenie, trzeba wymyślić, jak sobie z tym wszystkim poradzić przy dużo mniejszych nakładach.

 

 Na podst. Addiction to deals reveals the depth of pharma’s ills, David Shaywitz, The Financial Times.

 

Sieci społecznościowe

Tagi