Czy wykupy akcji własnych się zemszczą?

Nieustająca hossa na Wall Street sprawia, że spółki giełdowe same stają się konkurencją dla inwestorów, chętnych na ich akcje.

W zeszłym roku, firmy z indeksu Russell 3000 odkupiły akcje własne o wartości 567,6 mld dol. i było to o 21 proc. więcej, niż w 2012 r. – szacuje Rob Leiphart, z firmy badawczej Birinyi Associates. Od początku 2005 r. spółki odkupiły 1/5 wszystkich akcji, o wartości 4,21 bln dol.

W ostatnich paru latach wiele się mówiło o tym, że fundusze indeksowe, które kupują i trzymają aktywa bez względu na to, czy są one tanie, czy drogie, mogą mieć swój udział w przewartościowaniu rynku akcji w USA. Ale firmy, które wykupują własne akcje, mogą wpływać na giełdę jeszcze silniej. Działanie na odwrót, niż robią to spółki, może być niezłym pomysłem, jeśli ktoś szuka sygnału, kiedy wejść na rynek lub go opuścić.

Zwrot z indeksu Russell 3000 wyniósł w ostatnim roku 33,5 proc., wliczając dywidendy. W końcu 2012 r. jego wartość była 16,7 raza wyższa, niż łączne zyski netto spółek, wchodzących jego skład. Pod koniec 2013 r. była 20,6 raza wyższa.

Mimo iż akcje generalnie zdrożały, spółki odkupywały je bardziej agresywnie, niż rok wcześniej.

Teoretycznie, powinny one faworyzować wykup, kiedy ich akcje są wyceniane poniżej łącznej wartości przyszłych przepływów pieniężnych oraz gdy wygląda na to, iż ich wydatki kapitałowe lub przejęcia nie dadzą wyższego zwrotu. W takim wypadku, inwestorzy mogą być zadowoleni z odkupu, ponieważ zwiększa on zysk na akcję – dopóki spółka nie jest przewartościowana i może tanio owe zakupy finansować.

Jednak firmy, podobnie jak inwestorzy indywidualni i instytucjonalni, mają tendencję do kupowania drogo i sprzedawania tanio. W III kwartale 2007 r., gdy giełda biła rekordy, wykupiły ponad dwukrotnie więcej akcji własnych, niż w okresie bessy. Wykup ten wyraźnie się zmniejszył na przełomie lat 2008 i 2009, kiedy notowania leciały w dół.

Menedżerowie firm ulegają czasami tym samym emocjom, co każdy inny inwestor: strachowi i chciwości.

Wydaje się jednak, że niektóre spółki odrobiły lekcje po kryzysie finansowym. Według Leipharta, od I kwartału 2005 r. do końca 2006 r., od 8 proc. do 12 proc. wykupów akcji własnych miało miejsce, gdy były one najdroższe. Natomiast w zeszłym roku, tego rodzaju sytuacje zdarzały się dwukrotnie rzadziej.

Wykup akcji jest mniejszy, niż w szczytowym okresie 2007 r. W tym roku, wszystkie amerykańskie spółki nabyły je łącznie za 15,4 mld dol., co oznacza, że w 2014 r. tempo wykupów jest zbliżone do ubiegłorocznego. Wbrew oczekiwaniom, nie wydaje się, by firmy miały wrócić do tak intensywnych wykupów, jak w okresie przed kryzysem.

Michael Mauboussin z Credit Suisse uważa, że jeśli perspektywy rozwoju biznesu wydają się słabe, menedżerowie nie planują nakładów na inwestycje lub na badania i rozwój, ale preferują odkupywanie akcji spółki.

W 1924 r. teoretyk inwestycji, Edgar Lawrence Smith, napisał w swej książce, „Akcje zwykłe, jako długoterminowe inwestycje", że zdolność spółek do reinwestowania zysków w przyszły rozwój jest „praktyczną demonstracją zasady procentu składanego".

Jeżeli na odkupywanie akcji przeznacza się zbyt wiele firmowych zysków, jej biznes może skończyć mocno spragniony gotówki, a to mogłoby doprowadzić do niższych zwrotów w przyszłości.

Warto więc przyglądać się wykupom. Jeśli spółki będą się uganiać za własnymi udziałami tak, jak w 2007 r., twarde lądowanie może wcale nie być takie odległe.

 

 

Na podst. Will Stock Buybacks Bite Back?, Jason Zweig, The Wall Street Journal

 

Sieci społecznościowe

Tagi