Gdy przesądy się przydają

Wszystko zaczyna się od tego, że ludzie wypróbowują coś nowego (pepsi zamiast coca coli albo np. niebieski krawat zamiast czerwonego) i jednocześnie, przytrafia im się coś dobrego. Później nie trzeba wiele, by ktoś, komu nawet nie przyszłoby do głowy, żeby w piątek 13. zostać w domu, zaczął uważać zmianę w swoim zachowaniu za źródło szczęścia: zaczyna bez przerwy sięgać po pepsi czy ów „fartowny” krawat.

Prof. Gita Johar z Uniwersytetu Columbia tłumaczy, że takie „uwarunkowane przesądy” powstają, gdy ludzie zaczynają wierzyć, że mogą w jakiś sposób kontrolować bieg wydarzeń, mimo iż nie mają po temu racjonalnych podstaw. Z najnowszych badań wynika, że przesądy, które zwiększają poczucie kontroli, polepszają samopoczucie i mogą nawet poprawić wyniki osiągane w pracy.

Uwarunkowanym przesądom najczęściej ulegają ludzie, których cechuje duża potrzeba kontroli, a jednocześnie - czują się bezradni, np. piątkowi uczniowie-perfekcjoniści, którzy nie mieli czasu nauczyć się do egzaminu. Gdy już raz ulegną, potrzebują bardzo wielu negatywnych dowodów, aby porzucić swoje „przynoszące szczęście” rytuały. Jest tak, ponieważ czynności te „zapewniają pewnego rodzaju ochronę przed niepewnością” - wyjaśnia prof. Eric Hamerman z Uniwersytetu Tulane, który współpracował z prof. Johar przy artykule poświęconym temu zjawisku.

Badacze przeprowadzili eksperyment, w którym kazali 275 uczestnikom grać z komputerem w „papier, kamień, nożyce”. Każdy miał zagrać 10 razy prawą ręką i 10 razy lewą. Program komputerowy manipulował wynikami, aby niektórym lepiej szło, gdy używali lewej ręki. Na koniec, w finałowym meczu, pozwolono wszystkim wybrać rękę. 3/4 tych, którzy wcześniej grali w ustawioną grę, wybrało lewą.

Johar i Hamerman odkryli, że można ograniczyć rytualne zachowania, przypominając ludziom o ich pozytywnych cechach. Psychologowie nazywają tę technikę autoafirmacją. Podczas badania, osoby, które poproszono, by napisały o sytuacjach, w których okazały współczucie, zdradzały mniejszą skłonność do ulegania przesądom niż te, które wypełniły zwykłą ankietę.

Myślenie magiczne en masse

Pomimo stygmatu irracjonalności, wiele przesądów żyje i ma się dobrze:

1. W piątki trzynastego samolotami podróżuje średnio 10 tys. mniej osób, niż w zwykłe piątki.

2. W pewnym badaniu, ludzie, którym dano „szczęśliwą” piłkę do golfa, zaliczali o 35% więcej dołków niż ci, którzy korzystali ze „zwykłej” piłki.

3. W 2012 r. przeprowadzono badanie, z którego wynika, że ludzie o wiele rzadziej biorą pod opiekę czarne koty niż te o innym kolorze sierści.

4. Niemal 2/3 z 4000 osób ankietowanych przez internet na temat przesądów przyznało, że wierzą, iż „trzymanie kciuków” przynosi szczęście.

5. W Chinach, gdzie to ósemkę uważa się za szczęśliwą liczbę, cyfra 8 pojawia się w końcówkach cen czterokrotnie częściej, niż powinna, gdyby było to zdarzenie losowe.

„Przypominanie ludziom o ich pozytywnych cechach sprawia, że na poziomie emocjonalnym czują się bezpieczniej” - uważa Claude Steele z Uniwersytetu Stanforda. „Jeśli czuję się pewny, że jestem dobrą osobą, to mogę śmielej stawiać czoła szeroko rozumianym zagrożeniom, co sprawia, że mniej potrzebuję przesądów”. Nie chodzi o to, że przestajemy obawiać się, że zawalimy egzamin albo nasza ulubiona drużyna przegra. Autoafirmacja pozwala wzmocnić odporność psychiczną i pomaga uświadomić sobie, że damy radę, nawet jeśli stanie się coś złego.

Jednak w przypadku ludzi, którzy muszą osiągać wyniki albo współzawodniczyć, przesądy dają swego rodzaju efekt placebo. Sportowcy, zarówno amatorzy, jak i zawodowcy, są znani ze swoich rytuałów i szczęśliwych „amuletów”. Michael Jordan nosił np. swoje szczęśliwe spodenki z college'u pod tymi normalnymi.

Podczas gdy uwarunkowane przesądy wpływają na zachowania jednostek, przesądy kulturowe potrafią wpływać na całe rynki. W piątki trzynastego ludzie mniej podróżują, jak już wspominaliśmy, ale też mniej chętnie pracują czy robią zakupy.

 

Na podst. When Superstition Works, Angela Chen, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi