Jakiego odpoczynku potrzebujemy na emeryturze

W czasach, gdy tak wielu Amerykanów w średnim wieku zamęcza się w pracy, nie jest zaskoczeniem, że zbliżając się do emerytury, niejeden z nas rozpaczliwie potrzebuje odpoczynku.
To normalne, że po latach przeciążenia, przepracowania, miotania się między życiem rodzinnym, a zawodowym, dopada nas pokusa wycofania się, skupienia na wypoczynku i relaksie.
Jednak ci, którymi owładnęło to pragnienie, powinni zadać sobie pytanie: czy odpłata, w postaci wielu lat czasu wolnego, jest naprawdę tym, czego oczekiwali? Czy nie potrzebują po prostu przerwy, zanim znów podejmą jakąś aktywność?
Jeśli potrzebują tylko przerwy, to przejście do kategorii „emeryt" i związanych z tym zajęć może okazać się dla nich niszczące.
Dla wielu lepszym rozwiązaniem będzie znalezienie wspólnoty, która daje poczucie celu i okazję do zaangażowania się w działanie oraz kontakty z przedstawicielami różnych generacji. Coraz więcej jest dowodów na to, że kluczem do dobrego fizycznego i psychicznego samopoczucia w jesieni życia jest coś, co Freud zdefiniował kiedyś jako „miłość i pracę" – więzi społeczne i powód, by rano wstać z łóżka.
Do tej listy należałoby jeszcze dodać międzypokoleniowe relacje. Uważam, że w Ameryce wielką pomyłką ostatniego półwiecza było gloryfikowanie segregacji ze względu na wiek, a zwłaszcza - izolowanie się emerytów od reszty. Jest to nienaturalne i niezdrowe. Ludzie stworzeni są do przekazywania doświadczeń młodszym pokoleniom, a im bardziej stajemy się świadomi naszej śmiertelności, tym bardziej szukamy kontaktu z młodymi, by pomóc im lepiej żyć.
Psycholog Erik Erikson w swojej teorii faz rozwojowych nazywa to „generatywnością". Według niego, zaczyna się ona rozwijać, gdy jesteśmy w średnim wieku i można by ją ująć w stwierdzeniu, że „jestem tym, co przetrwa po mnie". Dla Eriksona, przeciwieństwem „generatywności" jest „stagnacja".
Moim zdaniem, Erikson miał rację. Odcięcie tak wielu ludzi na tak długo od naturalnego kontaktu z młodszymi, oderwało ten kraj od jego generatywnego rdzenia, źródła wskazówek i mądrości. Mogło to mieć również wpływ na podważenie głównej cechy amerykańskiego marzenia – przekonania, że przyszłe pokolenia będą żyły lepiej, niż obecne, a my musimy starać się, aby świat był lepszy, gdy będziemy odchodzić, niż wtedy, gdy się urodziliśmy. Przy braku kontaktów między generacjami dużo łatwiej zapomnieć o tej zasadzie i znacznie ciężej wcielać ją w życie. 
Czas powrócić do tych aspiracji, zarówno jako jednostki, jak i jako cały kraj. 

 

 

Na podst. When Retirees Misjudge Their Desire for Leisure, Marc Freedman, The Wall Street Journal

Sieci społecznościowe

Tagi