MBA po 40-tce to strata czasu

Wielu zastanawia się, czy warto zdobyć dyplom MBA, żeby poprawić swą atrakcyjność na rynku pracy. Najlepsze programy MBA są bardzo drogie. Do tego, jeśli ktoś jest po 40-tce, wdawanie się w to raczej nie ma sensu. Wiem z własnego doświadczenia.

Zacząłem robić MBA w wieku 43 lat. Wiele się nauczyłem, poznałem fajnych ludzi. Ale finansowo, jak dotąd, na tym nie skorzystałem. Zanim osiągnie się IRR z inwestycji w MBA (InternalRate of Return – wewnętrzną stopę zwrotu), musi upłynąć sporo czasu.

Jednym z powodów, dla których się na tę inwestycję zdecydowałem, była potrzeba zmiany swojego wizerunku. Byłem niezależnym traderem, spekulującym towarami i surowcami. Większość sądzi, że trader to hazardzista i szczęściarz. Nie mają pojęcia, na czym polega handlowanie na parkiecie na własny rachunek, za własne pieniądze. Bardzo to przypomina inwestowanie w startup, z tą różnicą, że łatwiej i szybciej można wyjść z inwestycji.

Niezależny trader ma znać się na wszystkim. Sam decyduje o alokacji kapitału i priorytetach. Musi to robić błyskawicznie, w warunkach silnej konkurencji. Powinien rozumieć, co się dzieje, zanim reszta świata to zobaczy. Jeśli ma rację, zarabia. Jeśli nie - traci.

Parkiet w swej istocie był miejscem ludzkich interakcji. To nie był jakiś techniczny, analityczny, matematyczny, ilościowy, bazujący na Excelu biznes. Jasne, tego też było sporo. Ale to były takie prace przygotowawcze.

Wiele osób powtarzało, że nie mam żadnych umiejętności i kwalifikacji, by znaleźć pracę w jakiejś instytucji. Gdy przekroczysz pewien wiek, firmy nie chcą cię zatrudniać. Doradztwo lub praca w korporacji są poza zasięgiem większości traderów indywidualnych. W którymś momencie, zmiana zawodu staje się praktycznie niemożliwa.

Ostatnio wielu niezależnych, indywidualnych traderów opuszcza parkiet. Zmieniły się zasady gry. Faworyzuje się pozaparkietowy handel komputerowy. Odchodzący starają się znaleźć nowe zajęcie. Rozważają MBA. Zawsze im to odradzam. Lepiej zrobią, zakładając własną firmę lub znajdując pracę w jakimś startupie.

Jako trader indywidualny nauczyłem się ufać słowom ludzi. Ale poza parkietem nie można nikomu ufać. Trzeba wszystko sprawdzać, bo chcą ci wbić nóż w plecy. Podpisuj umowy, nagrywaj wszystko, miej świadków, jeśli to możliwe. Ludzie kłamią, aby osiągnąć swoje cele.

Traderzy mają kilka pożytecznych cech i umiejętności. Prawidłowo wykorzystane, mogą przynieść firmom duże korzyści. Wiedzą, co to znaczy wstawać bladym świtem. Nikt nie jest bardziej pracowity. Wiedzą, jak radzić sobie w skrajnie trudnych sytuacjach, gdy klapa jest kompletna. Są wyjątkowo konkurencyjni, nic ich nie powstrzyma od chęci wygrywania.

Lecz równie trudno im się odnaleźć, jak wojennym weteranom. Nikt nie docenia ich umiejętności, które niełatwo zdobyć. Rekrutujący często rozumują schematycznie i zawsze tak, aby ryzyko było jak najmniejsze. Nie rozumieją, że tym samym, zmniejszają szanse na innowacyjność, która łączy się z „ryzykownym zatrudnieniem".

Chcąc zmienić zawód, nie warto też iść do doradcy od kariery. Strata czasu.

Jeśli jesteś traderem od HFT (High Frequency Trading – handel o wysokiej częstotliwości) i robi ci się niedobrze od coraz chudszej marży, musisz sobie radzić z ogromnymi kosztami stałymi, nieustannie poprawiasz algorytmy, dostosowując je do zmieniającego się rynku... zacznij węszyć wokół branży medycznej. Opieka zdrowotna potrzebuje analityków-prognostów do rozwiązywania naprawdę dużych problemów, a zmiany nie są tu tak błyskawiczne, z korzyścią dla prawdopodobieństwa.

Albo załóż firmę i sprzedaj ją. Koniec końców, zarobisz na tym więcej.

 

 

Na podst. GettingYour MBA After Age 40 is A Waste of Time, Jeff Carter, Points and Figures

 

Sieci społecznościowe

Tagi