Nie do wiary, co wirusowe treści robią z informacjami

Najszybciej rozwijającą się formą treści w internecie są przyciągające uwagę nagłówki i video.

„Informacja to coś, co lepiej, żeby nie było drukowane. Cała reszta, to reklamy” – to mantra dziennikarzy, którą podobno wygłaszali słynni wydawcy William Randolph Hearst i Lord Northcliffe.

W 2014 r. najszybciej rosnącą formą treści internetowych będą sympatyczne filmiki (w rodzaju: „Matka zrobiła coś nielegalnego, by pomóc dzieciom, a gliniarz niespodziewanie okazał się w porządku”) czy śmieszne zestawienia (np. „33 powody, dla których Miley Cyrus była najlepszym, co wydarzyło się w 2013 r.”) i przyciągające wzrok nagłówki. Zamieszczają je takie serwisy, jak BuzzFeed, Upworthy i ViralNova, a roi się od nich na portalach społecznościowych, choćby na Facebooku i Twitterze.

BuzzFeed projektuje wirusowe kampanie dla spółek. Tego typu producenci działają jak połączenie agenci reklamowej z działem informacji gazecie.

Dziennikarzy denerwuje to, że w internecie zacierają się granice między tzw. edytorialem i ogłoszeniem, a obrobione komputerowo zdjęcia stają się „wirusowymi sensacjami”. 

„Publiczność w końcu wybierze soczysty owoc, zamiast sympatycznych wygłupów” - stwierdził w grudniu Nick Denton, wydawca plotkarskiego portalu Gawker, który przegrywa z BuzzFeed.

Ale trudno nie śmiać się z wydawców plotkarskich informacji, których skandale przegrywają z filmikami o słodkich kotkach. Dopóki domy mediowie i reklamodawcy nie zaczną dostrzegać różnicy między konsumentami, którzy szukają informacji przez wyszukiwarki i tymi, którzy traktują Facebooka lub Twitter jak rozrywkę, wszystkie bezpłatne treści internetowe będą jednakowo ze sobą konkurowały i wygra objętość.

Takie portale, jak Gawker czy Mail Online, które wywodzą się z tradycji brytyjskich tabloidów, złapały się we własne sidła. Sukces definiują liczbą kliknięć na ich sensacyjne historie, a tu, proszę, ktoś inny znalazł lepszy sposób na przyciąganie internautów.

Jonah Peretti, współzałożyciel Huffington Post i założyciel BuzzFeed, stał się pionierem informacji przekazywanych „z ust do ust” za pośrednictwem internetu.

Wyszedł z założenia, że dzielenie się działa inaczej, niż wyszukiwanie. To drugie jest sposobem na odkrywanie informacji, podczas gdy dzielenie się treściami ma charakter emocjonalny. Ludzie czytają wszelkiego rodzaju materiał, ale udostępniają innym historie i video, które wywołują silne, pozytywne lub negatywne, reakcje.

Badanie 7 tys. artykułów z New York Timesa wykazało, że smutnymi historiami dzielono się rzadziej, niż optymistycznymi.

Internet, który początkowo był narzędziem udostępniania informacji naukowych, stał się środkiem rozrywki. Soczysty nagłówek przy wideo to dla internautów tekst wystarczający.

Nie wszystkie treści wirusowe są banalne. Upworthy, który w listopadzie miał 88 mln użytkowników, wspiera społeczne akcje na rzecz małżeństw gejów czy walki z biedą.

Same treści wirusowe mogą się szybko znudzić. Ale wydawcy informacji nie powinni na to liczyć, gdyż portale potrafią łączyć informacje poważne i śmieszne. Na przykład BuzzFeed zatrudnił 140 dziennikarzy śledczych, zajmujących się polityką i biznesem.

 

Na podst. You won’t believe what viral content does to news, John Gapper, The Financial Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi