PRZEGRAĆ WYŚCIG SZCZURÓW Anthony de Mello

Powróćmy do tej pięknej sentencji z Ewangelii, że trzeba zatracić siebie, by się odnaleźć.
Myśl ta obecna jest w prawie całej literaturze religijnej, we wszystkich religiach, w całej
literaturze mistycznej. Jak można zatracić siebie? Czy kiedykolwiek próbowałeś coś stracić?
To prawda: im usilniej czegoś próbujesz, tym trudniej to osiągnąć. Tracisz rozmaite rzeczy
przez to, iż nadmiernie pragniesz je osiągnąć. Tracisz, gdyż nie jesteś tego świadom. No tak,
jak zatem obumrzeć dla siebie samego? Mówimy tu oczywiście o śmierci, a nie o
samobójstwie. Żąda się od nas obumarcia, a nie pozbawiania się życia. Przysporzenie jaźni
bólu, cierpienie, byłoby jedynie umocnieniem jaźni. Dawałoby to przeciwny od zamierzonego
efekt. Nigdy nie jesteś tak przepełniony swym "ja", jak wtedy gdy cierpisz. Nigdy nie jesteś
tak skoncentrowany na sobie, jak wtedy gdy jesteś przygnębiony. Nigdy nie jesteś bliższy
zapomnienia siebie, jak wówczas gdy jesteś szczęśliwy. Szczęście uwalnia cię od "ja". To
cierpienie, ból, nędza i depresja wiąże cię z "ja". Zauważ, jak świadomy jesteś swego zęba,
gdy cię boli. Kiedy ten ból ustąpi, nie uświadamiasz sobie nawet, iż twój ząb istnieje. Tak
samo jest z głową, gdy cię nie boli. Jakże inaczej jest wtedy, gdy ból rozsadza ci głowę.
A więc założenie, że możesz się wyprzeć swego "ja" poprzez przysporzenie mu bólu,
negowanie go, umartwianie – jak to tradycyjnie pojmowano – jest całkowicie fałszywe,
błędne. Zatracenie "ja" oznacza obumarcie, rozpłynięcie się, oznacza zrozumienie jego
prawdziwej natury. Kiedy pojmiesz ja, ono zaniknie, przestanie istnieć. Przypuśćmy, że
któregoś dnia ktoś puka do drzwi mojego pokoju.
– Proszę wejść – mówię. – Czy wolno zapytać kim pan jest?
On zaś odpowiada:
– Jestem Napoleonem.
– Czy to nie ten Napoleon...
– Ten właśnie. Bonaparte. Cesarz Francji.
– Co też pan mówi! – odpowiadam i myślę, że lepiej wobec tego faceta mieć się na
baczności. – Może Wasza Wysokość raczy usiąść – mówię.
– Słyszałem, że ksiądz nieźle sobie radzi z rozwojem duchowym. Mam problem natury
duchowej. Obawiam się, że teraz trudniej mi będzie ufać Bogu. Moja armia walczy w Rosji, a
ja spędzam bezsenne noce, zastanawiając się, jak to się zakończy.
– No tak, Wasza Wysokość, mógłbym coś na to poradzić. Sugerowałbym raczej
przeczytanie rozdziału szóstego według Mateusza: "Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną,
nie pracują ani przędą".
W tym momencie zaczynam się zastanawiać, kto jest bardziej szalony, ten facet czy ja. Ale
brnę dalej z tym lunatykiem. Tak właśnie na początku postępuje wobec ciebie mądry guru.
Towarzyszy ci, traktując serio twoje problemy. Otrze kilka łez z twoich oczu. Jesteś
wariatem, ale jeszcze o tym nie wiesz. Wkrótce musi nadejść chwila, kiedy wytrąci ci z ręki
broń i powie:
– Skończ z tym. Nie jesteś Napoleonem.
W słynnych dialogach Katarzyny ze Sieny, Bóg miał jej powiedzieć: "Ja jestem tym, który
jest, ty jesteś tą, której nie ma". Czy kiedykolwiek doświadczyłeś swego nieistnienia? My na
Wschodzie mamy obrazowe przedstawienie tego przeżycia. Jest to obraz tancerza i tańca. Bóg
jest tancerzem, a stworzenia boskie tańcem. Nie jest tak, że Bóg jest wielkim tancerzem, a ty
jesteś małym tancerzem. O nie! Nie jesteś tancerzem w ogóle. Ciebie się tańczy! Czy
kiedykolwiek tego doświadczyłeś? A może kiedy człowiek odzyskuje rozum i zdaje sobie
sprawę, że nie jest Napoleonem, nie przestaje istnieć? Istnieje nadal, ale nagle uzmysławia
sobie, że jest czymś innym, niż myślał.
Utracenie swojego "ja" oznacza, iż nagle zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy
zupełnie kimś innym, niż dotąd sądziliśmy. Myślałeś, że jesteś w samym centrum? Teraz
doświadczasz siebie jako satelity. Myślałeś, że jesteś tancerzem, teraz doświadczasz siebie
jako tańca. Są to tylko analogie, obrazy, nie możesz więc ich traktować dosłownie. Daję ci
tylko klucz, wskazuję kierunek. To są tylko wskazówki. Pamiętaj o tym. Nie możesz trzymać
się ich nazbyt kurczowo. Nie traktuj ich zbyt dosłownie.

Sieci społecznościowe

Tagi