Wzrost gospodarczy ma znaczenie, a także nie ma

Jest powód dla „ryzyka” w wyrażeniu „premia za ryzyko”. Akcje rosyjskie i chińskie po rewolucjach komunistycznych warte były zero. Niedawno historycy giełdy przedstawili nowy raport o długoterminowych zwrotach z aktywów. To ciekawa lekcja dla inwestorów.

Notowania dużych spółek w Wielkiej Brytanii od początku XX w. znacznie wyprzedzały inflację, ale były też długie okresy, gdy inwestowanie w akcje przynosiło straty.

Elroy Dimson, Paul Marsh i Mike Staunton z London Business School uważają, że błędne poglądy na temat zwrotów z akcji wynikają z nadmiernego koncentrowania się badaczy na rynku amerykańskim. W USA najdłuższy okres, w którym inwestycje w akcje dawały ujemny, realny zwrot (z uwzględnieniem inflacji i dywidend) trwał 16 lat. Albo dłużej, gdyby wziąć pod uwagę podatki i koszty transakcyjne. W Wielkiej Brytanii były to 22 lata. Na razie nieźle: ot, kup po prostu akcje i schowaj na dnie szuflady.  

Ale inwestujący w Austrii mogliby się z tym nie zgodzić. Wskutek upadku Cesarstwa Austro-Węgier, ci, którzy zainwestowali w tamtejsze akcje w złym momencie, mogli z powrotem zarabiać dopiero po 97 latach. W Belgii najdłuższy okres strat wynosił 58 lat, w Hiszpanii 57 lat, w Niemczech 55 lat.

Te straty wynikały z wojny lub wojny domowej. Ale i neutralna Szwecja miała okres 34 lat, gdy inwestorzy ponieśli realną stratę na akcjach. W Portugalii było to 36 lat.

Wzrost gospodarczy się liczy, ale nie zawsze. Inwestując każdego roku w 5 gospodarek, mających najlepsze wyniki, można było od 1972 r. zyskać 35 proc. Inwestując w 5 najgorszych - 4 proc. Oczywiście, nikt z góry nie mógł przewidzieć, które gospodarki będą miały najlepsze wyniki.

Gdybyśmy inwestowali w 5 gospodarek, mających najlepsze wyniki rok wcześniej, zyskalibyśmy 17 proc., wobec 23 proc. w przypadku tych, które w poprzednim roku wypadły najgorzej.

Kupuj tanio, sprzedawaj drogo. Przeważnie. Spójrzmy na to jeszcze tak: „kupuj wartość” – akcje tanie w stosunku do wartości fundamentalnej dają w długim okresie lepsze wyniki, niż średnia na rynku. Trudno jednak trzymać się tej zasady, gdy tanie akcje stają się coraz tańsze.

Jest powód dla „ryzyka” w wyrażeniu „premia za ryzyko”. Cofnijcie się wystarczająco w czasie, a zobaczycie, w czym rzecz. Akcje rosyjskie i chińskie po rewolucjach komunistycznych warte były zero. Argentyna i Chile były zaliczane do krajów rozwiniętych (odpowiednio, do 1975 r. i do 1953 r.), a Grecja właśnie została przeklasyfikowana na rynek rozwijający się. Postępy cywilizacji nie muszą być nieuchronne.

Rynki wschodzące mogą być lepsze i gorsze, niż się powszechnie uważa. W pierwszej dekadzie naszego wieku dawały lepsze wyniki, niż rozwinięte, na skutek dwóch kryzysów giełdowych – pęknięcia bańki internetowej i upadku banku Lehman Brothers. Ale pogląd, że rynki wschodzące zawsze dają lepsze wyniki, jest fałszywy. W latach 80. i 90. przeszły przez wiele kryzysów.

Historia finansów nie może jednak nauczyć inwestorów, jak nie ulegać fali paniki i nie zwalniać swego menedżera funduszu, jak rozpoznać te rzadkie chwile, gdy trzeba z rynku uciekać (jak w 1917 r. z Rosji) lub jak mieć wystarczająco dużo szczęścia, by zainwestować w gospodarki, które się szybko rozwijają.

 

Na podst. Economic growth matters. Also, it doesn’t, James Mackintosh, The Financial Times

Sieci społecznościowe

Tagi