Chorobę psychiczną można wyleczyć dietą?

Licząc, że w ten sposób straci na wadze, ta 47-letnia matka z Catonsville, w stanie Maryland, wykluczyła z diety gluten, białko obecne w pszenicy i wielu innych zbożach. W ciągu miesiąca nie tylko zrzuciła parę zbędnych kilogramów, lecz pozbyła się przy tym ciężaru, jakim od lat była dla niej psychiczna choroba. – Poczułam się lekko, a życie stało się nagle bardzo obiecujące – opowiada. – Wszystko się dla mnie zmieniło.

Corbitt wkroczyła na teren, który od niedawna eksplorują poważni naukowcy, starając się odpowiedzieć na pytanie o to, czy pożywienie może mieć wpływ nie tylko na ciało, lecz także na psychikę. Prace badawcze łączące dietę ze stanem zdrowia psychicznego są "zupełną nowością. Pierwsze opracowania na ten temat pojawiły się parę lat temu", opowiada Michael Berk, profesor psychiatrii z Deakin University School of Medicine w Australii. – A jednak wyniki badań w tej dziedzinie wydają się nadzwyczaj spójne i wykazują związek między jakością diety a dobrym samopoczuciem.

"Jakość diety" odnosi się nie tylko do rodzaju pożywienia, jakie przyjmują ludzie, lecz także do częstotliwości posiłków i ich objętości. W trakcie kilku badań, m.​in. w analizie z 2011 roku dotyczącej 5 tys. Norwegów, Berk ze współpracownikami wykazał, że niższy poziom depresji, lęku oraz mniej przypadków choroby dwubiegunowej zarejestrowano wśród zwolenników tradycyjnej diety, składającej się z mięsa i warzyw. Gorsze samopoczucie towarzyszyło osobom wybierającym żywność przetworzoną, ale także, co zaskoczyło badaczy, miłośnikom kuchni wegańskiej, lubującym się w tofu i w sałatkach.

– Tradycyjna dieta, a więc taka, którą preferowały wasze babcie, wiąże się z obniżonym ryzykiem chorób psychicznych – podsumowuje Berk. Co ciekawe, tradycyjne diety w poszczególnych kulturach miewają zupełnie inny skład, w jednych na przykład występuje pszenica, w innych – nie. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że w każdym wypadku należałoby postawić na nieprzetworzone i pożywne posiłki. – Wokół diety śródziemnomorskiej (zalecającej spożywanie owoców, warzyw, pełnoziarnistych produktów zbożowych, oliwy z oliwek, orzechów i ryb) zrobiono wiele szumu, ale przecież tradycyjna kuchnia norweska (ryby, skorupiaki, dziczyzna, rośliny okopowe, nabiał czy pieczywo razowe) albo japońska (ryba, tofu, ryż) w nie mniejszym stopniu chronią zdrowie psychiczne – zauważa Berk.

Niewykluczone, że związki diety z emocjonalnym dobrostanem zaczynają się jeszcze przed urodzeniem. Badanie koleżanki Berk, Felice Jacki, z 2013 roku przeprowadzone na 23 tys. matek oraz ich dzieciach wykazało prawidłowość związaną z jadłospisem kobiet w ciąży oraz zachowaniem potomstwa w wieku lat pięciu: jeśli przyszła matka spożywała dużo słodyczy i przetworzonego jedzenia, musiała później stawić czoła mniej zrównoważonemu przedszkolakowi.

Nie wiadomo, w jaki sposób dieta oddziałuje na zdrowie psychiczne, zauważa Rif El-Mallakh, profesor psychiatrii z University of Louisville School of Medicine. – Wykazano istnienie związku, lecz nie wiemy, co jest tu skutkiem, a co przyczyną – dodaje. (…) Istnieje przecież możliwość, że to nastrój decyduje o tym, jaki rodzaj pokarmów wybieramy.

Alternatywna teoria głosi, że jest na odwrót: pewne rodzaje żywności, bądź ich brak, skutkują złym stanem zdrowia psychicznego. Przykładowo, badania z udziałem ludzi i szczurów wykazały, że niedostatek cynku w diecie sprzyja depresji. Także choroby niedoborowe oraz celiakia, związana z nietolerancją glutenu, bywają kojarzone z problemami natury psychicznej. – Istnieje dwustronne wynikanie między tym, co dzieje się w mózgu i w jelicie – podsumowuje Linda A. Lee, dyrektor Johns Hopkins Integrative Medicine and Digestive Center. Najnowsze badania wykazują, że pośrednikami w relacjach diety z nastrojem mogłyby być bakterie. Flora bakteryjna jelit wytwarza najwięcej serotoniny, jednego z neuroprzekaźników odpowiedzialnych za dobre samopoczucie. Badanie z 2011 roku przeprowadzone na myszach wykazało, że wymiana bakterii jelitowych między gryzoniami, z których jeden był odważny, a drugi lękliwy, zwiększyło płochliwość pierwszego ze zwierząt, a ośmieliło to bardziej bojaźliwe.

Rzecz jasna ludzie zasadniczo różnią się od myszy, jednak niewątpliwie zmiana diety prowadzi do zmiany we florze jelitowej, i to w krótkim czasie. To zaś oznacza, że nasze codzienne wybory żywieniowe mogą przekładać się na nasz dobrostan i zachowanie, twierdzi Lee. Pozostali badacze nie są jednak już tacy pewni, czy modyfikacje w jadłospisie i wykluczenie z niego pewnych pokarmów (a włączenie innych) może wyleczyć chorobę psychiczną lub chociaż zmniejszyć jej uciążliwość. – Nie doszliśmy jeszcze do etapu, w którym będziemy zapisywać dietę w ramach terapii, zwłaszcza w przypadku kogoś, kto z powodu choroby psychicznej nie może normalnie funkcjonować. Nie dysponujemy wystarczająco rozległą wiedzą w tej dziedzinie – uściśla Lee. – Sądzę, że dopiero jesteśmy u progu poważniejszych badań i za 5-10 lat będziemy wiedzieć na ten temat więcej.

Jacka jest podobnego zdania. Ta szefowa Międzynarodowego Towarzystwa Badań nad Psychiatrią Żywieniową zauważa, że dotychczas wszystkie badania łączące dietę ze stanem zdrowia psychicznego były prowadzone na zwierzętach bądź miały charakter obserwacji. – Nie mamy podstaw, by ci powiedzieć, że jeśli poprawisz dietę, to lepiej się poczujesz – przyznaje. – Dysponujemy przykładami, które mogą nas skłonić do postawienia takiej hipotezy, lecz nie potrafimy jej udowodnić.

Zmieniłam dietę, ponieważ cierpiałam na zaburzenia pracy jelit. Już po paru dniach odczułam różnicę

Brak twardych dowodów i przekonujących badań sprawia, że naukowcy tacy jak Berk czy Jacka muszą nieustannie bronić swoich przekonań. Do niedawna "sama myśl o tym, że to, co wkładasz do ust, może wpływać na twoje samopoczucie była przyjmowana z wielkim sceptycyzmem", zauważa Jacka, przypominając, że inni uczeni byli gotowi określić takie poglądy mianem "bredni". Ponieważ jednak kolejne badania zdają się potwierdzać takie rozumowanie, społeczność naukowa zaczyna powoli się z nim godzić. A nawet jeśli niektórzy naukowcy wciąż kręcą nosem na związki diety z nastrojem, to pacjenci tacy jak Corbitt zupełnie się ich obiekcjami nie przejmują.

– Zmieniłam dietę, ponieważ cierpiałam na zaburzenia pracy jelit – opowiedziała nam 32-letnia mieszkanka San Francisco, która poprosiła o anonimowość, gdyż od lat cierpi na chorobę dwubiegunową, a nie chciałaby z tego powodu zostać napiętnowana. Przed trzema laty za namową gastroenterologa kobieta postanowiła wypróbować dietę Atkinsa i poczuła się znacznie lepiej – nie tylko ze względu na sprawniej funkcjonujący system trawienny, lecz przede wszystkim za sprawą lepszej kondycji psychicznej. – Już po paru pierwszych dniach odczułam różnicę – wspomina. – Pierwszy raz od wielu lat przyszłość wydała mi się obiecująca.

Tak szybka poprawa zdaje się czymś niesłychanym, jednak Jacka nie wyklucza takiego przebiegu zdarzeń. – Z badań na zwierzętach i z udziałem ludzi wiemy, że uboga dieta jest w stanie upośledzić działanie pamięci i uwagi już w ciągu tygodnia – zauważa.

Nasza anonimowa bohaterka obywa się teraz bez leków i zapewnia, że od trzech lat nie dostrzega u siebie żadnych symptomów choroby. Długo szukała badań potwierdzających to, co jej się przydarzyło, lecz nie znalazła nic przekonującego, zaś jej przypadek nie wzbudził szerszego zainteresowania wśród lekarzy. – Zdziwiło mnie, że tak mało wiadomo na ten temat, bo przecież zmiana diety zupełnie odmieniła mi życie – mówi kobieta. – Chciałam dowiedzieć się więcej o przyczynach swojego ozdrowienia, szukałam też dowodów na to, że to, co robię, jest słuszne. Tak natrafiłam na ślad doktora El-Mallakha.

El-Mallakh w 2001 roku postawił hipotezę, jakoby dieta ketogeniczna (bogata w tłuszcze i uboga w węglowodany), stosowana u epileptyków, gdyż zmniejsza u nich liczbę napadów padaczki, mogła być korzystna także dla pacjentów z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym, gdyż w leczeniu tej choroby stosuje się leki o właściwościach przeciwpadaczkowych. Oprócz 32-latki z San Francisco psychiatra znalazł jeszcze kilku innych pacjentów z chorobą dwubiegunową, którzy skorzystali na ograniczeniu węglowodanów. W ubiegłym roku profesor opublikował dwa teksty naukowe, w których zachwala zalety diety ketogenicznej. Jego hipotezy przyciągnęły uwagę chorych, jednak próba przeprowadzenia kontrolowanych badań na Uniwersytecie Stanforda spełzła na niczym, ponieważ nie udało się zebrać wystarczającej liczby ochotników.

Tymczasem bez rzetelnie przeprowadzonych badań El-Mallakh nie ma podstaw, by traktować dietę niskowęglowodanową jako równorzędną formę terapii. Obecnie lekarz zachęca swoich pacjentów do wprowadzenia zmian w odżywianiu, lecz równolegle przepisuje im leki stabilizujące nastrój. (…) El-Mallakh wciąż nie jest bowiem przekonany, że dieta, stosowana w pojedynkę, ma tak silne właściwości leczące. – Prawdę mówiąc, wielu ludzi sądzi, że cierpi na depresję, choć w rzeczywistości wcale nie choruje – zauważa. – Sądzę, że zbyt często za depresję bierzemy zwykły spadek życiowej energii. Osobom, które czegoś takiego doświadczają, zmiana diety rzeczywiście może wystarczyć. (…)

Tymczasem Berk i Jacka rozpoczęli program badań z udziałem 176 ochotników mający sprawdzić, czy konkretny sposób odżywiania może ulżyć osobom w depresji. W oczekiwaniu na rezultaty, Berk zaleca psychiatrom bardziej kompleksowe podejście do leczenia, obejmujące nie tylko leki, lecz także zmiany w diecie i zachęty do ćwiczeń fizycznych. – W przypadku zaburzeń afektywnych, do jakich należy depresja, przyczyny cierpienia pacjenta bywają niesłychanie złożone – zauważa. – Dlatego ukierunkowanie na jedno ze źródeł choroby nie unieszkodliwi innych jej źródeł. Z tego powodu lekarze powinni stosować standardowo cały zestaw narzędzi leczniczych.

Corbitt żałuje, że psychiatrzy nie potraktowali jej właśnie w taki sposób. – Rozwiązanie moich problemów było takie proste – zauważa. – Mogłam zaoszczędzić tyle pieniędzy i oszczędzić sobie tyle cierpień, gdybym zmieniła dietę już przed 15 laty. Moje życie wyglądałoby wtedy zupełnie inaczej.

 

Źródło: Gisela Tellis, The Washington Post/Onet

Sieci społecznościowe

Tagi