Młodzi dostaną w spadku bogactwo lub ubóstwo

Dziedziczenie to dla 50-latka upokarzający sposób na uzyskanie emerytury. „Tłusty spadek może okazać się najlepszym rozwiązaniem dla generacji, która dorastała pod rządami Margaret Thatcher, skoro perspektywa przyzwoitych dochodów na emeryturze jest coraz bardziej ponura”, pisze Financial Times.

Czy to coś nowego? Myślałem, że wiemy już, iż nasze emerytury są nic niewarte.

Niektóre jednak są warte dużo, także ludzi będących dziś na progu wieku emerytalnego. Institute for Fiscal Studies (IFS) zadaje szersze pytanie: jak dzisiejsi 40-latkowie wypadają, pod względem zamożności, w porównaniu z 40-latkami 10, 20 i 30 lat temu.

Innymi słowy, czy jesteśmy bogatsi, niż nasi rodzice?

A dokładniej, bogatsi, niż nasi rodzice, gdy byli w naszym wieku, pod względem dochodów, oszczędności, zadłużenia, emerytury i mieszkania.

Czy pokolenie powojennego wyżu demograficznego zabrało wszystkie pieniądze?

Pokolenie to przetoczyło się jak gigantyczny walec przez ostatnie 60 lat i dużo zarobiło. Porównajmy np. realne, zrównoważone dochody gospodarstw domowych (czyli dochody skorygowane o inflację i różną wielkość rodzin). Ci, którzy urodzili się w latach 40. (obecni 70-latkowie) byli bogatsi w wieku 60 lat, niż pokolenie lat 50. dzisiaj. Dzisiejsi 60-latkowie 10 lat temu byli bogatsi, niż obecni 50-latkowie. Pokolenie lat 60. 10 lat temu było zamożniejsze, niż dziś jest pokolenie lat 70.

Wszyscy zatem jesteśmy coraz biedniejsi. Ale gospodarka nie kurczy się od 40 lat?

Nie, skurczyła się mocno 5 lat temu i trudno jej się odbić. Dlatego każde pokolenie wypada teraz gorzej w stosunku do poprzedniego, 10 lat temu. Ci z lat 70. mieli więcej pieniędzy, niż ich rodzice, gdy byli w tym samym wieku. Ale je wydali.

W takim razie, sami są sobie winni?

I tak, i nie. Nikt nie wiedział, ile należy odkładać, by mieć godziwą emeryturę. Fakt, pokolenie lat 70. było krótkowzroczne, ale nie miało automatycznych systemów oszczędzania na emeryturę, jak jego rodzice.

W efekcie, 30- i 40-latkowie nie zadbali o swoje emerytury.

I sami zrobili sobie krzywdę. W wieku 30 lat, generacja lat 70. wydawała prawie 2 razy tyle, co ta urodzona w latach 40. W odróżnieniu od wszystkich poprzednich pokoleń, netto była ona kredytobiorcą, a nie grupą gromadzącą oszczędności.

A co z cenami mieszkań?

Ceny domów są blisko rekordowych poziomów, co, oczywiście, sprzyja ich właścicielom, zazwyczaj osobom starszym. Średni wiek, w którym ludzie kupują pierwszy dom, jest o 5 lat wyższy, niż w latach 60. Średni wiek, w którym kupuje się drugi dom, wydłużył się aż o 15 lat.

Nic dziwnego, że IFS widzi wybawienie w spadkach.

Ale dziedziczenie jest nierównomierne. Jedni dostaną dużo, inni nic. To jest też kwestia mobilności społecznej: młodzież nie może iść do przodu, bez pieniędzy od mamy i taty.

Co można zrobić?

Przydałby się silny wzrost gospodarczy, wybudowanie nowych domów. Pomogłoby to młodym w znalezieniu pracy i zakupie domu. Wywołałby spadek cen nieruchomości. Podatek od nieruchomości mógłby skłonić paru rodziców, których dzieci już opuściły gniazdo, do zmniejszenia swoich mieszkań. Absurdem jest to, że polityka surowych oszczędności uderza w szkoły i zarobki pracowników, a emerytury państwowe są nietykalne. Dla dzisiejszych 30-latków może być zbyt późno na rozwiązanie tych problemów, ale nie jest za późno dla ich potomstwa. O ile uda im się kiedykolwiek uzbierać na dzieci.

 

 Na podst. The young will inherit wealth or poverty, Tim Harford, The Financial Times

 

Sieci społecznościowe

Tagi