Nie musisz mieć miliardów, aby zostać aniołem biznesu

Prawie każdy wielki sukces w stylu Facebooka, LinkedIn czy Instagram zaczął się od aniołów biznesu. Akurat w przypadku tych firm zostali sowicie wynagrodzeni za podjęcie ryzyka inwestycji w przedsięwzięcie na wczesnym etapie rozwoju. Rozpalili też wyobraźnię innych aniołów, szukających swojej wielkiej szansy.
W ryzykownym biznesie inwestycyjnym aniołów taki sukces jest bardzo mało prawdopodobny. Wiele inwestycji maleje do zera albo zatrzymuje się na lata na etapie startupu.
Niemniej David S. Rose, znany anioł biznesu z Nowego Jorku, pochodzący z jednej z najbogatszych rodzin, która dorobiła się na nieruchomościach, przekonuje, że więcej osób może i powinno zostać aniołami. W swojej nowej książce, „Anioły biznesu: przewodnik, jak zarabiać i dobrze się bawić inwestując w startupy”, pisze, iż kilka wielkich sukcesów wyrówna wszystkie straty. „Inwestowanie jako anioł biznesu jest uzasadnioną częścią portfela, to alternatywna klasa aktywów. Myślący racjonalny człowiek powinien być inwestorem, a nie graczem” – uważa Rose.
Nie każdy się z tym zgadza. „To jest jak gra w lotto. Większość ryzykuje, że nigdy nie trafi na najlepsze oferty, o ile nie ma dobrych kontaktów w branży” – mówi Michael Tiedemann, dyrektor inwestycyjny w Tiedemanna Wealth Management.
PROFIL ANIOŁA
Rose zachęca inwestorów rocznymi zwrotami w wysokości 25 proc. Ale są one możliwe tylko wtedy, gdy ma się dużo cierpliwości i pieniędzy. Anioł biznesu musi zainwestować po 25-50 tys. dol. w 20 różnych firm. Proces ten może zająć wiele lat. Trzeba też mieć dodatkową kwotę, ok. 50 proc. tego, co się zainwestowało, na wspomaganie spółek, gdy mają kłopoty i na dokupywanie udziałów, kiedy rozszerza się baza udziałowców. Cała inwestycja nie powinna stanowić więcej, niż 10 proc. portfela. Aby zostać aniołem należy zatem zainwestować minimum 750 tys. dol. Jeśli to najwyżej 10 proc. płynnych aktywów inwestora, musi on mieć w portfelu 7,5 mln dol. Teza Rose’a, że inwestowanie w stylu anioła biznesu jest dla każdego, kto ma 1 mln dol. wolnych środków, zaczyna być wątpliwa.
GRA O WYSOKIE STAWKI 
Co zachęca ludzi do podejmowania ryzyka, gdy szanse na sukces są takie, jak w kasynach Las Vegas? Zyski są tylko jednym z powodów. Były bankier John O. Huston mówi, że nudził się na emeryturze i postanowił wykorzystać swoje umiejętności oceny ryzyka. Szybko zainwestował w wiele firm, nie badając ich dokładnie. Portfel jego spółek nie dał dobrych wyników. Ale mimo początkowego braku sukcesu, nadal podoba mu się spotykanie młodych przedsiębiorców w ramach procesu inwestycyjnego.
MODEL INWESTYCYJNY
Rose wyjaśnia, jak zostać aniołem biznesu, ale z pewnością nie jest tu łatwo o sukces. Działając samodzielnie, można nie mieć dość czasu na znalezienie dobrych ofert i na niezbędne badania. Dlatego John O. Huston dołączył do grupy Ohio TechAngels. Teraz stoi na jej czele. Grupa skupia 330 inwestorów, którzy połączyli swoje pieniądze na inwestycje w startupy. Uruchomili już czwarty fundusz, w którym zebrali 7,3 mln dol. (3,6 mln dol. pochodzi od 98 inwestorów, resztę dołożył stan Ohio). Każdy może zainwestować w jeden fundusz od 30 do 120 tys. dol.
Kolejnym etapem po zebraniu funduszy jest ocena pomysłów i przedsiębiorców. To nie jest łatwe. Rose odrzucił kiedyś możliwość zainwestowania w startup, który przekształcił się w Pinterest (początkowo spółka nazywała się Tote), wart dziś ponad 3 mld dol. Ci, którzy zainwestowali w tę firmę na wczesnym etapie jej rozwoju, uzyskali zwrot w wysokości 500%. 
REALISTYCZNE OCZEKIWANIA 
Nawet anioły z najlepszymi intencjami i planami inwestycyjnymi napotykają problemy. Jednym z nich jest brak realistycznej oceny wszystkich wyzwań stojących przed startupami. Inwestycja może świetnie wyglądać na papierze, ale spółka może zbankrutować, zanim zostanie sprzedana.

 


Na podst. Billions Not Required for Angel Investing, Paul Sullivan, The New York Times

Sieci społecznościowe

Tagi