Wahania przed skokiem

Jesteś na basenie. Wskakujesz od razu, czy wchodzisz powoli, żeby się rozgrzać? Decyzja zależy od temperatury i nastroju: jednego dnia mógłbyś zachować się tak, a drugiego inaczej. Z inwestowaniem, teoretycznie, tak nie jest - wybory powinny mieć racjonalne uzasadnienie. Jednak, chociaż analizy statystyczne mogą zapewnić lepszy ogląd sytuacji, inwestorzy, prędzej czy później, stają przed podobnymi dylematami, co gość na basenie.

„Ludzie są tylko ludźmi, nie jesteśmy całkiem racjonalni” - mówi Seth Masters z Bernstein Global Wealth Management. „Fakty i liczby to nie wszystko. Ludzie muszą czuć się komfortowo ze swoimi wyborami”.

Załóżmy, że chcesz zainwestować na giełdzie. Czy powinieneś od razu wpompować całą gotówkę w akcje, czy może stopniowo wpłacać kolejne sumy na długoterminowe pozycje?

Ze statystycznego punktu widzenia, odpowiedź jest prosta:

„Jeśli zamierzasz dokonać długoterminowej inwestycji w akcje, to najlepiej, żebyś jak najszybciej umieścił wszystkie swoje pieniądze w zdywersyfikowanym portfelu” - radzi Paul Bosse z Vanguarda. W perspektywie długofalowej, giełda ciągle idzie w górę, więc (w większości przypadków) im wcześniej wejdziesz na rynek, tym bardziej ci się to opłaci.

Oczywiście, nie znaczy to, że giełda rośnie przez cały czas. Inwestowanie w czasie szczytu nie jest korzystne. Lecz poza takimi skrajnymi przypadkami, opóźnianie inwestycji z reguły łączy się ze stratą potencjalnych zysków.

Wielu z nas nie ma wyboru i musi czekać z zaprzęgnięciem kolejnych środków do pracy. Inwestujemy i oszczędzamy właśnie po to, żeby zebrać pieniądze. Niemniej, jeśli tylko trafia się okazja, lepiej nie zwlekać.

Firma Bernstein Global Research jakiś czas temu przeprowadziła badanie, by ocenić koszt stopniowego inwestowania. Przyjrzano się rocznym, rolowanym zwrotom z giełdy (reprezentowanej przez S&P 500 i jego poprzedników) w 12-miesięcznych okresach od 1926 r. do 2013 r. (w sumie, wydzielono ich przeszło 1000). Porównywano wyniki inwestowania okrągłych sumek na początku każdego okresu z efektami regularnego wpłacania mniejszych kwot co miesiąc.

Średnie roczne zwroty wyniosły 12,2% w przypadku inwestycji natychmiastowych, 8,1% w przypadku inwestycji stopniowych i 3,6% w przypadku gotówki.

Można by zyskać jeszcze więcej, gdybyśmy byli w stanie idealnie wyczuć rynek, omijać spadki i inwestować tylko na dnie. Jednak tego nikt nie potrafi. Za to nieraz zdarza się, że przypadkiem wchodzimy na giełdę w najgorszym momencie. Oznacza to, że inwestując, natychmiast możemy ponieść duże straty – przynajmniej na papierze. Jednak z analizy Bernsteina wynika, że jeśli będziemy trzymać się akcji wystarczająco długo, nawet w takich sytuacjach wyjdziemy na swoje. 

Najgorszy 12-miesięczny okres od 1926 r. zaczął się 1 lipca 1931 r. Indeks giełdowy stracił wówczas aż 67,6%. Ale odrobienie tych gigantycznych strat zajęłoby zaledwie 39 miesięcy (trochę ponad 3 lata). Szkody, jakie wyrządził kryzys z 2008 r., dałoby się naprawić w 22 miesiące.

Nie znaczy to, że doświadczanie tych strat byłoby przyjemne. Możliwe też, że rynek stał się dziś bardziej zmienny, a zwroty w najbliższej dekadzie będą niższe, niż w przeszłości. Nie ma też gwarancji, że wzorce z minionych lat się powtórzą.

„Uzyskanie emocjonalnego komfortu może stanowić najtrudniejszą część inwestowania” - mówi Masters. To wyjaśnia, dlaczego ostrożne wchodzenie na rynek nadal jest tak popularne, mimo iż liczby sugerują, że powinniśmy skakać na główkę.

 

Na podst. Hesitating on the High Board of Investing, Jeff Sommer, The New York Times

Sieci społecznościowe

Tagi